Być jak Cavaradossi. Piotr Beczała w legendarnej inscenizacji „Toski” w Wiener Staatsoper

1

Emocje po kinowej transmisji „Carmen” Bizeta z Metropolitan Opera nie zdążyły jeszcze na dobre opaść, a już mogliśmy się cieszyć streamingiem Balu w Operze Wiedeńskiej. Gwiazdami tegorocznej edycji wydarzenia byli Elīna Garanča oraz Piotr Beczała, który wystąpił również w trzech spektaklach „Toski” Pucciniego.

W 2024 roku obchodzimy setną rocznicę śmierci Pucciniego, zmarłego w wieku 66 lat. Tyle samo lat liczy sobie spektakl Margarete Wallmann, wystawiony po raz pierwszy w 1958 roku. Wysmakowana, wierna tradycji inscenizacja „Toski” przyciąga do Wiener Staatsoper kolejne pokolenia melomanów. Klasyczna i monumentalna realizacja tego operowego thrillera przenosi widza w konkretne miejsca rzymskiej metropolii – kościoła św. Andrzeja della Valle, pałacu Farnese i na taras zamku św. Anioła.

Spektakl budują jednak w głównej mierze wykonawcy. Piotr Beczała zadebiutował w roli Cavaradossiego w 2019 roku i od tego czasu zaśpiewał w Wiedniu już pięć serii przedstawień. Niemal na każdym z nich w kulminacyjnym momencie opery podekscytowana publiczność kilkuminutową owacją domaga się bisu zaśpiewanej z pasją i ogromną żarliwością arii „E lucevan le stelle”. Ujmuje mnie zawsze, z jak dużą pokorą, wdzięcznością i radością artysta reaguje na entuzjazm widowni. Polski tenor ma piękny, nośny głos potrafiący bez trudu przebić się przez orkiestrę, dźwięczny i pełen blasku, szczególnie w wysokich rejestrach. Bez wysiłku sięga od pianissimo do fortissimo, a w jego aktorskiej kreacji można odnaleźć psychologiczną prawdę postaci.

Elena Stikhina dysponuje mocnym i urzekającym sopranem, jednak jej Tosca nie wydaje się być kobietą dość silną i zdecydowaną, by walczyć o siebie i swoją miłość Rosyjska sopranistka jest zbyt powściągliwa i delikatna na scenie i ma problemy, by pod względem emocjonalnej ekspresji dotrzymać kroku tenorowi.

Erwin Schrott genialnie zaśpiewał „Te Deum” na koncercie w Operze Wrocławskiej (2022). Tym razem jednak jego wokalna forma pozostawiała wiele do życzenia, nie miał zbyt dużej mocy w głosie, a jego występ ograniczał się w zasadzie do aktorskiego odegrania roli wykorzystującego posiadaną władzę lubieżnika.

Orkiestra pod batutą Bertranda de Billy zagrała klarownie i majestatycznie, a sobotni spektakl poświęcony był pamięci zmarłego w dniu 6 lutego byłego dyrektora muzycznego Wiener Staatsoper Seiji Ozawy.

O autorze