Polska prapremiera dzieła Tramwaj zwany pożądaniem Andre Previna w Teatrze Wielkim w Łodzi była jednym z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń operowych ostatnich miesięcy. Już sam wybór tytułu – dzieła powstałego na zamówienie San Francisco Opera i wystawionego po raz pierwszy w 1998 roku – świadczy o odwadze teatru, który sięga po repertuar XX wieku, dotykający granic między muzyką, dramatem i filmem. Libretto Philipa Littella, oparte na słynnym dramacie Tennessee’ego Williamsa nagrodzonym Pulitzerem, zachowuje jego psychologiczną intensywność, a muzyka Previna z niezwykłą finezją przenosi ją w świat dźwięku. To partytura, która jak u kompozytora filmów My Fair Lady, Słodka Irma czy Porgy and Bess, łączy idiom muzyki klasycznej z jazzowym pulsem i filmową narracyjnością. Dźwięk nie opisuje tu emocji, ale je współtworzy: wibruje, drażni, nie daje spokoju, jak napięcie między bohaterami dramatu.
Na scenie pojawia się Blanche – kobieta z innego świata, z krainy iluzji, która przybywa tramwajem do przystanku „Pożądanie”, by schronić się u siostry. Jej historia – nauczycielki wyrzuconej z pracy za romans z uczniem, kobiety topiącej wspomnienia w alkoholu i przelotnych kontaktach – brzmi dziś z porażającą aktualnością. Joanna Woś stworzyła kreację, która zaskakuje dojrzałością: jej Blanche jest neurotyczna, pęknięta, balansująca na granicy obłędu, a zarazem krucha w potrzebie miłości. Śpiewaczka z niezwykłą świadomością głosu i gestu buduje postać, której liryzm stapia się z rozpaczą – głos momentami szklany, momentami miękki jak jedwab, zawsze pełen emocji. Jej przeciwieństwem jest Stella w interpretacji Aleksandry Wiwały – pełna ciepła, kobiecości i naiwnej wiary w siłę uczucia. Młoda sopranistka z lekkością prowadzi frazę, ale w kluczowych momentach potrafi wprowadzić dramatyczny akcent – szczególnie w scenach, gdy między lojalnością wobec siostry a namiętnością do męża nie ma już wyboru.
Stanley Kowalski w wykonaniu Szymona Komasy to postać budząca jednocześnie fascynację i odrazę. Jego baryton, ciemny i chropowaty, doskonale oddaje brutalną, zwierzęcą naturę bohatera. Komasa nie gra zewnętrzności – jego Stanley jest realny, niebezpieczny, drażniąco prawdziwy. W jego geście, spojrzeniu, napięciu ciała czuć wściekłość człowieka, który czuje się zagrożony przez inteligencję i urok Blanche. Warto też wspomnieć o Tomaszu Piluchowskim w roli Mitcha – jego delikatna, introwertyczna interpretacja stanowi subtelny kontrapunkt dla pozostałych postaci. To właśnie w jego relacji z Blanche pojawia się cień nadziei – jedyny moment, gdy światło w tej historii przygasa nie z rozpaczy, lecz z czułości.
Maciej Prus zbudował inscenizację niezwykle klarowną i oszczędną. Inspiracje malarstwem Edwarda Hoppera widać w każdym kadrze sceny – w subtelnym świetle, w prostych liniach dekoracji, w ciszy między słowami. Scenografia Jagny Janickiej, pozbawiona zbędnych detali, pozwalała skupić się na emocjach – niewielkie mieszkanie Kowalskich stało się mikrokosmosem ludzkich napięć, zamkniętym światem, z którego nie ma ucieczki. Światło Rafała Wróblewskiego dopełniało dramaturgię – raz przygasało w chwili załamania Blanche, raz pulsowało w rytm emocji Stanley’a. To spektakl, w którym każde światło, każdy gest, każdy cień ma znaczenie. Reżyser postawił na prawdę emocjonalną, nie efekt. I to właśnie dzięki tej prostocie Tramwaj zwany pożądaniem staje się czymś więcej niż adaptacją Williamsa – to analiza człowieka w świecie, gdzie granica między pożądaniem a rozpaczą staje się płynna.
Partytura Previna wymaga od orkiestry nie tylko precyzji rytmicznej, ale też ogromnej wrażliwości barwowej. Pod batutą Tadeusza Kozłowskiego orkiestra Teatru Wielkiego w Łodzi wydobyła z tej muzyki pełnię napięć – jazzowe harmonie, filmowy liryzm i dramatyczne kulminacje. To muzyka, która raz unosi, raz przygniata, nie pozwala pozostać obojętnym. W łódzkiej realizacji muzyka nie jest tłem, lecz emocjonalnym katalizatorem całego spektaklu.
Łódzki Tramwaj zwany pożądaniem to jedno z najciekawszych wydarzeń operowych ostatnich sezonów – przedstawienie, które pokazuje, że współczesna opera może być poruszająca, przystępna i głęboko prawdziwa zarazem. To spektakl o człowieku, o pragnieniu bliskości, o samotności, o kłamstwach, które stają się jedynym sposobem na przetrwanie. Dzięki znakomitym kreacjom Joanny Woś, Szymona Komasy i Aleksandry Wiwały, wyrazistej, lecz subtelnej reżyserii Macieja Prusa oraz pięknie poprowadzonej orkiestrze pod batutą Tadeusza Kozłowskiego, łódzka publiczność otrzymała dzieło, które na długo pozostaje w pamięci. Tramwaj zwany pożądaniem Andre Previna to spektakl, który nie tylko warto zobaczyć – to doświadczenie, które się przeżywa.
