Eugeniusz Oniegin Dmitrija Czerniakowa od dwudziestu lat pozostaje jedną z najważniejszych inscenizacji opery Czajkowskiego. Powstały dla Teatru Bolszoj spektakl trafił później na wiele światowych scen, a od 2020 roku znajduje się również w repertuarze Wiener Staatsoper. Dwie dekady po premierze nie stracił nic ze swojej aktualności. Nie dlatego, że reżyser na siłę uwspółcześnia akcję, lecz dlatego, że potrafił wydobyć z bohaterów emocje, które współczesny widz rozpoznaje bez trudu.
Czerniakow nie opowiada Oniegina jako historii romantycznej miłości. Znacznie bardziej interesują go samotność, potrzeba bliskości i ludzie, którzy mimo szczerych uczuć nie potrafią się ze sobą porozumieć. Nie zmienia bohaterów Czajkowskiego, ale językiem bliskim współczesnej wrażliwości nazywa ich lęki, poczucie wyobcowania i trudności w budowaniu relacji. Dzięki temu postaci przestają przypominać romantyczne figury z XIX wieku, a stają się zaskakująco prawdziwe.
Klucz do tej inscenizacji kryje się już w scenografii. Większość wydarzeń rozgrywa się przy dużym stole, wokół którego gromadzi się rodzina Łarinów i jej goście. To tutaj bohaterowie jedzą, rozmawiają, świętują, ale także obserwują i oceniają się nawzajem. W tradycyjnych realizacjach rosyjska prowincja bywa miejscem spokoju i nostalgii. U Czerniakowa dom Łarinów nie daje poczucia bezpieczeństwa. Pod powierzchnią codziennych rozmów i rodzinnych spotkań stale wyczuwa się napięcie, które z czasem coraz wyraźniej dochodzi do głosu.
W postaci Tatiany najpełniej ujawnia się sposób myślenia Czerniakowa o bohaterach tej opery. Nie jest ona romantyczną marzycielką zakochaną w wyobrażeniu wielkiej miłości. To młoda kobieta, która czuje się obca we własnym świecie i rozpaczliwie szuka bliskości. Jej list do Oniegina nie jest jedynie wyznaniem uczuć. To także próba wyrwania się z poczucia osamotnienia i dotarcia do kogoś, kto mógłby ją naprawdę zrozumieć. Także pozostali bohaterowie zostali pokazani inaczej niż w wielu tradycyjnych realizacjach. Olga nie jest jedynie pogodnym przeciwieństwem siostry. Wydaje się znacznie pewniejsza siebie, swobodniejsza w kontaktach z innymi i bardziej świadoma własnej atrakcyjności. Dzięki temu wydarzenia prowadzące do tragedii wydają się bardziej wiarygodne i mniej przypadkowe. Leński traci cechy idealistycznego poety i staje się młodym człowiekiem pełnym niepewności, łatwo poddającym się emocjom. Jego zazdrość i poczucie upokorzenia nie wynikają wyłącznie z romantycznej konwencji, lecz stają się zrozumiałymi reakcjami człowieka, który nie potrafi poradzić sobie z własnymi uczuciami. Oniegin nie dominuje otoczenia ani nie sprawia wrażenia człowieka pewnego siebie. Czerniakow pokazuje go raczej jako kogoś emocjonalnie niedostępnego, kto nie potrafi odpowiedzieć na uczucia innych i dopiero zbyt późno dostrzega konsekwencje własnych decyzji.

Jednym z najmocniejszych momentów pozostaje scena pojedynku. Czerniakow odrzuca romantyczny mit honorowego starcia. Pokazuje tragedię, do której prowadzą urażona duma, emocjonalna niedojrzałość i niezdolność bohaterów do zatrzymania wydarzeń w odpowiednim momencie. Podobną logiką kieruje się Czerniakow w finale opery. Rezygnuje z romantycznego patosu na rzecz bardziej intymnego i psychologicznego ujęcia. Spotkanie Tatiany i Oniegina staje się przede wszystkim spotkaniem dwojga ludzi, którzy muszą zmierzyć się z konsekwencjami własnych decyzji.
Można dyskutować z niektórymi decyzjami reżysera, trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że emocje, które wydobywa na scenie, obecne są również w partyturze Czajkowskiego. Czerniakow nie dopisuje bohaterom nowych problemów, lecz współczesnym językiem opowiada o samotności, niespełnieniu i trudnościach w budowaniu relacji. To właśnie dlatego jego wizja pozostaje tak przekonująca.
Jednocześnie jest to spektakl, który coś odbiera. Na dalszy plan schodzi świat rosyjskiej prowincji – z jego melancholią, poetyckością i poczuciem przemijania. Chwilami brakuje tej szczególnej atmosfery, która dla wielu widzów stanowi nieodłączną część Oniegina. Pozostaje ona przede wszystkim w muzyce. I właśnie w tym tkwi największy paradoks inscenizacji Czerniakowa: im mocniej przybliża bohaterów współczesnemu widzowi, tym bardziej oddala się od świata Puszkina. Mimo to trudno nie docenić konsekwencji tej wizji.

W takim ujęciu szczególnego znaczenia nabierają wykonawcy. Psychologiczny teatr Czerniakowa nie pozostawia miejsca na operowe schematy i wymaga od śpiewaków nie tylko sprawności wokalnej, ale także umiejętności budowania wiarygodnych, złożonych postaci.
Największe wrażenie pozostawiła Asmik Grigorian w partii Tatiany. Litewska sopranistka po raz kolejny udowodniła, że należy dziś do najciekawszych śpiewaczek operowych swojego pokolenia. Jej głos nie uwodzi wyłącznie pięknem brzmienia – znacznie ważniejsze okazują się umiejętność operowania barwą, intensywność wyrazu i niezwykła prawda emocjonalna. Grigorian potrafi podporządkować każdy dźwięk dramatycznemu sensowi sceny, nie tracąc przy tym kontroli nad linią wokalną. Jej Tatiana była postacią głęboko przeżywającą każdą emocję, a scena listu należała do najmocniejszych momentów wieczoru. Nawet w chwilach, gdy pozostawała jedynie obserwatorką wydarzeń, trudno było oderwać od niej uwagę. W psychologicznym świecie Czerniakowa odnalazła się znakomicie, tworząc postać złożoną, niejednoznaczną i głęboko ludzką.
Bogdan Volkov stworzył Leńskiego pełnego wrażliwości i młodzieńczej emocjonalności, dobrze wpisując się w psychologiczną koncepcję Czerniakowa. Jego interpretacja była szczera, pozbawiona nadmiernego patosu i przekonująca w warstwie aktorskiej. Najlepiej wypadła słynna aria Kuda, kuda, wykonana z dużą kulturą muzyczną i liryzmem. Nie zawsze jednak głos miał wystarczającą siłę i ciężar, by równie mocno zaznaczyć obecność bohatera w całym spektaklu. Chwilami Volkov ginął w dramaturgii przedstawienia, zwłaszcza w zestawieniu z niezwykle wyrazistą scenicznie Asmik Grigorian. Nie zmienia to faktu, że stworzył Leńskiego wiarygodnego i poruszającego.

Znacznie mniej przekonująco wypadł Boris Pinkhasovich jako Oniegin. Trudno w tym przypadku obarczać odpowiedzialnością samą koncepcję Czerniakowa, ponieważ ta postać potrafi w tej inscenizacji być fascynująca i obdarzona silną sceniczną charyzmą. Pinkhasovich poprawnie prowadził partię wokalnie, ale nie stworzył bohatera, który przyciągałby uwagę i uzasadniał emocjonalną fascynację Tatiany. W efekcie relacja między bohaterami nie miała napięcia niezbędnego dla tej historii, a finał opery nie osiągnął pełnej siły oddziaływania.
W pozostałych rolach wystąpili Daria Sushkova i Dmitry Ulyanov. Sushkova nie zawsze przekonywała jako Olga – jej głosowi brakowało młodzieńczej lekkości, przez co kontrast między siostrami nie był tak wyraźny, jak mógłby być. Dmitry Ulyanov jako Gremin wniósł do finałowego aktu potrzebny spokój i szlachetność. Jego głęboki, dobrze osadzony bas podkreślał godność bohatera.
Od strony muzycznej spektakl pozostawał pod batutą Timura Zangieva, który prowadził partyturę z dbałością o jej liryczny charakter i nie przeszkadzał śpiewakom w budowaniu postaci. Orkiestra Wiener Staatsoper brzmiała spójnie i stylowo, szczególnie w bardziej kameralnych fragmentach dzieła. W kulminacyjnych momentach brakowało jednak większego napięcia i dramaturgicznego nerwu. Zangiev nie zawsze potrafił nadać muzyce impuls, który wyniósłby emocje sceniczne na wyższy poziom, przez co niektóre ważne momenty opery wybrzmiewały mniej intensywnie, niż mogłyby. Na uznanie zasłużył chór Wiener Staatsoper, pełniący w inscenizacji Czerniakowa znacznie ważniejszą rolę niż jedynie muzyczne tło wydarzeń. Tworzył wiarygodny obraz społeczności stale obserwującej bohaterów i współtworzącej atmosferę napięcia obecną w całym spektaklu.
Wiedeński Eugeniusz Oniegin potwierdza, że inscenizacja Czerniakowa wciąż pozostaje żywym i inspirującym dziełem teatralnym. Nie wszystkie elementy przedstawienia okazały się równie przekonujące, a część obsady nie potrafiła w pełni wykorzystać potencjału wpisanego w tę interpretację. Mimo to dzięki znakomitej kreacji Asmik Grigorian i konsekwencji reżyserskiej wizji spektakl nadal skłania do dyskusji. To Oniegin, który przybliża bohaterów współczesnemu widzowi, ale płaci za to oddaleniem od świata, z którego się wywodzą.
