Nasza strona używa plików cookies, aby zapewnić Ci lepsze doświadczenia i dopasowane treści. Korzystając z serwisu, wyrażasz zgodę na ich użycie. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.

Pod presją wspólnoty. “Romeo i Julia” w Operze Narodowej

Ostatnią premierą sezonu 2025/2026 w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej został Romeo i Julia Charles’a Gounoda. Spektakl powstał jako koprodukcja z Semperoper Dresden, gdzie miał swoją premierę w maju 2025 roku. Warszawska publiczność otrzymała więc przedstawienie, które zdążyło już wywołać wiele dyskusji po ubiegłorocznej premierze w Dreźnie. Barbara Wysocka proponuje odczytanie, w którym romantyczny wymiar historii schodzi na dalszy plan. Jej Werona nie jest miastem zakochanych, lecz przestrzenią społecznych napięć, kontroli i wykluczenia.

Trudno nie dostrzec pewnej ciągłości w myśleniu Barbary Wysockiej o teatrze. Podobnie jak w prezentowanej na scenie Opery Narodowej Tosce, również tutaj architektura staje się czymś więcej niż elementem scenografii – jest nośnikiem znaczeń i symbolem świata podporządkowanego hierarchii, kontroli oraz społecznej presji. Przestrzeń Romea i Julii zdominowała zaprojektowana przez Barbarę Hanicką surowa kolumnada, której masywne bryły przez cały wieczór narzucają bohaterom swoje reguły.

Dominującym elementem scenografii pozostaje właśnie ta konstrukcja, która w trakcie spektaklu zmienia swoje położenie, organizując przestrzeń kolejnych scen. Choć zabieg ten wprowadza pewien ruch, nie przekłada się na istotne zróżnicowanie dramaturgiczne. Niezależnie od ustawienia kolumnady bohaterowie pozostają zamknięci w tej samej chłodnej i nieprzyjaznej przestrzeni. Bal Kapuletich, scena balkonowa, śmierć Merkucja i Tybalta czy finałowa tragedia rozgrywają się w niemal identycznym otoczeniu.

“Romeo i Julia” Charles’a Gounoda, reż. Barbara Wysocka, Teatr Wielki – Opera Narodowa. Fot. Krzysztof Bieliński

Największym problemem okazuje się jednak nie sam minimalizm, lecz brak przestrzeni prywatnej. W tej Weronie właściwie nie istnieją miejsca, które należałyby wyłącznie do bohaterów. Miłosne wyznania, rodzinne konflikty i chwile największej intymności rozgrywają się pod presją tej samej monumentalnej architektury. Scena pozostaje nieoswojona i obojętna wobec ludzkich emocji. W tym właśnie punkcie najmocniej ujawniają się zarówno siła, jak i słabość koncepcji Wysockiej. Reżyserka bardzo przekonująco pokazuje świat, który ogranicza bohaterów i prowadzi ich do tragedii. Znacznie mniej przekonująco pokazuje natomiast rodzące się między nimi uczucie.

Najpełniej koncepcja Barbary Wysockiej ujawnia się w scenach zbiorowych. Reżyserka buduje w nich sugestywny obraz wspólnoty, która nieustannie obserwuje i ocenia swoich członków. To właśnie w tych fragmentach najwyraźniej wybrzmiewa główny temat inscenizacji – mechanizmy społecznej kontroli i presji narzucanej jednostce. Najbardziej dosłownym wyrazem tej logiki staje się dopisana scena pobicia dwóch młodych mężczyzn, rozszerzająca konflikt rodów o problem społecznego wykluczenia. Znacznie mniej przekonująco wypadają natomiast pojawiające się na ekranie cytaty zaczerpnięte z twórczości Szekspira. Zamiast poszerzać pole interpretacji, często dopowiadają znaczenia, które powinny wybrzmieć poprzez działania bohaterów i samą dramaturgię spektaklu, przez co momentami sprawiają wrażenie nadmiarowego komentarza.

“Romeo i Julia” Charles’a Gounoda, reż. Barbara Wysocka, Teatr Wielki – Opera Narodowa. Fot. Krzysztof Bieliński

Jednocześnie siła tych scen uwypukla słabość głównego wątku. Nie jest to problem jednej sceny czy konkretnego rozwiązania reżyserskiego. Przez większą część spektaklu Romeo i Julia funkcjonują przede wszystkim jako młodzi ludzie próbujący uwolnić się od presji otoczenia i narzuconych im ról. Bohaterowie spotykają się, wyznają sobie uczucie i podejmują decyzje, od których zależy ich przyszłość, trudno jednak dostrzec proces budowania więzi, który pozwoliłby widzowi uwierzyć w wyjątkowość tej relacji. Znacznie wyraźniej wybrzmiewa ich bunt wobec świata niż samo uczucie. Widz rozumie, że się kochają, ponieważ mówi o tym libretto i muzyka Gounoda. Znacznie rzadziej może to wyczytać z ich wzajemnych gestów, spojrzeń czy sposobu bycia razem.

Problem ten potęguje sama organizacja przestrzeni. Przez większą część przedstawienia Romeo i Julia pozostają nieustannie wystawieni na spojrzenia innych – rodziny, tłumu i wspólnoty. Nawet gdy zostają sami, trudno uwolnić się od wrażenia, że nadal funkcjonują przede wszystkim jako element większej społecznej opowieści. Najbardziej wymowna wydaje się jedna z nielicznych scen, w których monumentalna architektura na chwilę ustępuje miejsca bohaterom. Zamknięci we wnęce Romeo i Julia zyskują przestrzeń wyłączoną spod nieustannej obserwacji i presji otoczenia. Dopiero wtedy ich uczucie nabiera pełnego wyrazu. Paradoks polega na tym, że dopiero gdy świat wokół nich na chwilę milknie, mogą zaistnieć nie jako przedstawiciele zwaśnionych rodów, lecz jako dwoje młodych ludzi.

“Romeo i Julia” Charles’a Gounoda, reż. Barbara Wysocka, Teatr Wielki – Opera Narodowa. Fot. Krzysztof Bieliński

Oczywiście konflikt jest obecny w tej historii od samego początku. U Gounoda pozostaje jednak przede wszystkim tłem dla losów bohaterów. W warszawskiej inscenizacji proporcje zostają odwrócone. Najbardziej charakterystyczną cechą przedstawienia jest to, że muzyka niemal nieustannie opowiada o miłości, podczas gdy scena znacznie skuteczniej opowiada o świecie, który tę miłość ogranicza i ostatecznie prowadzi do tragedii. Im wyraźniej wybrzmiewa opowieść o społecznej presji, rodzinnych oczekiwaniach i mechanizmach wykluczenia, tym słabiej wybrzmiewa historia dwojga młodych ludzi próbujących odnaleźć własne miejsce poza narzuconym im porządkiem.

W roli Romea wystąpił uzbecki tenor Bekhzod Davronov, laureat II nagrody konkursu Operalia z 2021 roku. W ostatnich sezonach artysta zadebiutował m.in. na Festiwalu w Salzburgu jako Leicester w Maria Stuarda Donizettiego oraz w Royal Opera House jako Alfredo Germont w Traviacie. Należy dziś do grona najciekawiej rozwijających się tenorów młodego pokolenia. Davronov stworzył muzycznie przekonującego Romea. Jego tenor prowadzony jest swobodnie, z dużą kulturą wokalną i wyczuciem stylu, a uwagę zwraca eleganckie frazowanie oraz naturalność wyrazu. Nie próbuje budować postaci efektownością czy wokalną brawurą, stawiając raczej na muzykalność i szczerość interpretacji. Mnie zabrakło jednak nieco większej świetlistości barwy głosu, która lepiej oddałaby młodzieńczy charakter bohatera.

“Romeo i Julia” Charles’a Gounoda, reż. Barbara Wysocka, Teatr Wielki – Opera Narodowa. Fot. Krzysztof Bieliński

Partię Julii powierzono ormiańskiej sopranistce Ninie Minasyan, artystce od lat obecnej na najważniejszych scenach operowych Europy, współpracującej m.in. z Wiener Staatsoper, Bayerische Staatsoper, Operą Paryską czy mediolańską La Scalą. Minasyan stworzyła Julię o wyraźnie dziewczęcym charakterze. W walcu „Je veux vivre” głos momentami brzmiał nieco zbyt ostro, jednak w dalszej części spektaklu śpiewaczka prezentowała się pewniej i bardziej swobodnie. Jej Julia zachowała młodzieńczą naturalność, która dobrze współgrała z przyjętą przez reżyserkę wizją postaci.

Wśród wykonawców ról drugoplanowych największe wrażenie zrobił Rafał Siwek jako brat Laurenty. Jego szlachetnie brzmiący bas i naturalny autorytet sceniczny sprawiły, że była to jedna z najbardziej kompletnych i przekonujących kreacji wieczoru. Na uznanie zasłużyli także Paweł Trojak jako pełen temperamentu Merkucjo, Zuzanna Nalewajek jako zadziorny Stefano oraz Elżbieta Wróblewska, która stworzyła ciepłą i wiarygodną postać Gertrudy.

Od strony muzycznej spektakl pewnie poprowadził Robert Houssart. Francuski dyrygent zadbał o przejrzystość narracji i właściwe proporcje między sceną a fosą, pozwalając muzyce Gounoda swobodnie wybrzmieć bez popadania w przesadny patos. Orkiestra Teatru Wielkiego – Opery Narodowej brzmiała spójnie i z odpowiednią kulturą stylu, dobrze wspierając śpiewaków przez cały wieczór.

“Romeo i Julia” Charles’a Gounoda, reż. Barbara Wysocka, Teatr Wielki – Opera Narodowa. Fot. Krzysztof Bieliński

Na osobne brawa zasłużył Chór Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, który w tej inscenizacji pełni istotną funkcję dramaturgiczną. Obecny na scenie niemal przez cały spektakl, nie był jedynie tłem dla wydarzeń, lecz aktywnym uczestnikiem opowiadanej historii. Chórzyści imponowali zarówno brzmieniem, jak i zaangażowaniem scenicznym, należąc do najmocniejszych elementów przedstawienia.

Muzycznie był to wieczór udany, z kilkoma dobrymi kreacjami i pewnym prowadzeniem orkiestry. Nie zmienia to jednak faktu, że największe pytania pozostawia sama inscenizacja. Wysocka stworzyła spektakl konsekwentny, przemyślany i wizualnie spójny. Bardzo przekonująco pokazuje świat oparty na społecznej presji, kontroli i podporządkowaniu jednostki wspólnocie. Znacznie mniej przekonująco opowiada natomiast o samych bohaterach. Opuszczając teatr pamięta się przede wszystkim rzeczywistość, z którą próbują walczyć Romeo i Julia. A w operze Gounoda to właśnie oni powinni pozostać w pamięci najdłużej.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Może Cię zainteresuje