Po sześciu latach nieobecności na Festiwalu w Bayreuth Piotr Beczała powrócił na Zielone Wzgórze, by ponownie wcielić się w rolę Lohengrina. Tenor zadebiutował w tej partii w 2016 roku pod batutą Christiana Thielemanna w Semperoper w Dreźnie, a w 2018 roku – zaledwie 27 dni przed premierą – powierzono mu główną rolę w produkcji Yuvala Sharona w Bayreuth po wycofaniu się Roberto Alagni. Od tego czasu Beczała wielokrotnie śpiewał Lohengrina, występując w Bayreuth (2019) oraz na scenach Wiednia, Nowego Jorku, Paryża, Zurychu i Monachium, gdzie 27 i 30 lipca 2025 roku stanął na scenie w tej partii, by już 1 sierpnia ponownie wystąpić w Bayreuth w jednej ze swoich koronnych ról.
Festiwal w Bayreuth, kolebka oper Richarda Wagnera, od lat łączy hołd dla tradycji z odważnymi eksperymentami. Debiut Sharona jako reżysera Lohengrina w 2018 roku wpisuje się w tę drugą tendencję, przynosząc wizję pełną sprzeczności, prowokacji i intelektualnej głębi. Jego inscenizacja powstała w miejsce projektu Alvisa Hermanisa, który zrezygnował w 2016 roku po kontrowersjach związanych z jego publicznymi wypowiedziami na temat polityki migracyjnej Niemiec.

Scenografia Neo Raucha i Rosy Loy przywodzi na myśl futurystyczną elektrownię: chłodny błękit, inspirowany ceramiką Delft Blue, nadaje przestrzeni surowy, niemal laboratoryjny charakter, podczas gdy precyzyjnie zaprojektowane kostiumy i dekoracje wprowadzają nutę oniryzmu, tworząc świat surrealistyczny, a jednocześnie ściśle uporządkowany. Zamiast romantycznego jeziora i lasów pojawia się logiczne, pozbawione ludzkiego ciepła uniwersum. Postacie poruszają się mechanicznie, jakby tańczyły niewidzialną choreografię, a owadzie skrzydła niektórych bohaterów podkreślają ich uwięzienie w strukturze utrzymującej jednostki w ryzach, odbierając im wolność.
W tej perspektywie Lohengrin nie jawi się jako cudotwórca, lecz jako urzędnik mechanizmu – emisariusz systemu regulującego życie Brabancji. Niebieski uniform, przypominający strój operatora maszyn, wzmacnia to odczytanie: działa jak tryb w maszynie, nie jako wybawiciel. Nawet widowiskowy pojedynek Lohengrina z Telramundem, rozegrany w powietrzu, staje się mechaniczną selekcją – chłodnym odrzuceniem elementu uznanego za zbędny. Jego obecność i zimne światło odsłaniają działanie systemu Brabancji – życie w tym świecie podporządkowane jest ścisłym regułom i przewidywalnym schematom, które utrzymują jednostki w ryzach, odbierając im wolność. Zakaz zadawania pytań przez Elsę staje się w tej wizji centralną regułą mechanizmu: milczenie gwarantuje trwałość systemu, a pytania – choć naturalne i ludzkie – zagrażają stabilności.

Elsa, początkowo część systemu, który ją zniewalał, stopniowo zdobywa własną niezależność. Jej pytania i decyzje stają się aktem samostanowienia, a pomarańczowe światło symbolizuje przebudzenie i wyłamanie się z narzuconego rytmu. Ortrud odsłania kruchość Graala i wyczerpanie sił Telramunda, prowokując Elsę do samodzielnego działania i ujawniając możliwości, które system chciał ukryć. W momentach konfrontacji i odkrywania prawdy pomarańczowy blask wypełnia scenę, kontrastując z chłodnym światłem Lohengrina, stając się symbolem energii wymykającej się mechanizmowi.
Zakończenie dopełnia tę wizję: konstrukcja Graala rozpada się, a Lohengrin odchodzi nie jako zwycięzca, lecz operator zamykający eksperyment. Jego uporządkowane, chłodne światło traci znaczenie wobec samodzielności Elsy, a zielony Gottfried staje się ucieleśnieniem życia wymykającego się spod systemowej kontroli.

Piotr Beczała w roli Lohengrina potwierdził status jednego z najwybitniejszych obecnie wykonawców tej partii. Jego głos cechuje się pełnym, rezonującym brzmieniem, zachowując klarowność w całym rejestrze. Niuanse dynamiczne – od subtelnych pianissimo po dramatyczne forte – prowadzone są z naturalną precyzją, a liryczne frazy w „In fernem Land” brzmią przejrzyście i śpiewnie, z subtelnym wdziękiem, wydobywającym tęsknotę i idealizm bohatera. Beczała stworzył Lohengrina chłodnego, wyrazistego i wielowymiarowego – postać, która dzięki swojej wokalnej przejrzystości i szlachetności doskonale wpisuje się w zdystansowaną, intelektualną wizję Sharona, gdzie ideał spotyka się z brutalną rzeczywistością, czyniąc tę kreację równocześnie fascynującą i nieoczywistą.
Elza van den Heever w roli Elsy zadebiutowała w Bayreuth, ukazując liryczny sopran o pełnym, bogatym brzmieniu, łączący delikatną frazę z dramatyczną siłą, harmonijnie współgrającą z Piotrem Beczałą. Ólafur Sigurdarson nadał Telramundowi szorstką, mocną barwę, podkreślającą jego przebiegłość i ambicję, choć subtelniejsze niuanse pozostały nieco przytłumione. Miina-Liisa Värelä w roli Ortrud wniosła na scenę intensywność dramatyczną, pełną niepokoju i gniewu, jednak głos pozostał dość jednolity i ograniczony kolorystycznie, a w wyższych partiach ujawniały się trudności w utrzymaniu spójności tonalnej, przez co nie oddawała w pełni emocjonalnego bogactwa postaci. Mika Kares jako Król Henryk zaprezentował głęboki bas z doskonałą kontrolą oddechu i precyzyjnym frazowaniem, wprowadzając majestat i powagę. Michael Kupfer-Radecky dysponował mocnym i pewnym wokalem, który pozwolił mu ukazać królewskiego herolda jako zdecydowanego emisariusza władzy przybywającego do Brabancji.

Christian Thielemann poprowadził orkiestrę z mistrzowskim wyczuciem. Jego interpretacja łączyła dramatyzm z subtelnością, wydobywając monumentalność orkiestry i najdrobniejsze odcienie brzmienia. Orkiestra festiwalowa reagowała z absolutną precyzją, a chór Thomasa Eitlera de Linta wypełniał przestrzeń dostojeństwem i mocą, czyniąc dyrygenturę Thielemanna filarem spektaklu i niezapomnianym przewodnikiem po jego muzycznych i intelektualnych wymiarach. Na zakończenie spektaklu, na widok Thielemanna i Piotra Beczały, sala wypełniła się owacjami i charakterystycznym tupaniem – oszałamiającym wyrazem zachwytu publiczności.
Spektakl zachwyca wizualnym rozmachem i spójnością koncepcji, jednocześnie odbiegając od tradycyjnych ujęć wagnerowskiego bohatera. Sharon kreuje świat bardziej przypominający biologiczne laboratorium niż baśniowy zamek w Brabancji, przekształcając Lohengrina w ogniwo systemu, gdzie każdy ruch podporządkowany jest prawom natury – ale czy wciąż możemy go nazwać zbawcą, czy jedynie świadkiem nieuchronności?

Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
