Koncert symfoniczny w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej miał wymiar zarówno artystyczny, jak i instytucjonalny. Chociaż od początku sezonu stery teatru przejął Boris Kudlička, bieżący repertuar został zaplanowany jeszcze przez dotychczasowego dyrektora artystycznego, Mariusza Trelińskiego. Kudlička wprowadził do kalendarza nowe inicjatywy – cykl koncertów „Wielkie Głosy” oraz koncert symfoniczny. W ramach cyklu „Wielkie Głosy” wystąpili już Aleksandra Kurzak i Roberto Alagna, a w kolejnych odsłonach zapowiedziano spotkania z Pretty Yende i Arturem Rucińskim, Camillą Nylund i Tomaszem Koniecznym oraz Piotrem Beczałą. Koncert z 7 stycznia nie był typowym wydarzeniem noworocznym – służył przede wszystkim zapoznaniu warszawskiej publiczności z dyrygentem, o którym od pewnego czasu krążą pogłoski, że może objąć stanowisko po kończącym kadencję dyrektorze muzycznym Patricku Fournillierze.
Yoel Gamzou, amerykański dyrygent i kompozytor pochodzenia izraelskiego, ostatni uczeń Carla Marii Giuliniego, w ostatnich sezonach coraz częściej zapraszany jest do znaczących teatrów i orkiestr w Europie. Polska publiczność mogła poznać jego pracę podczas Baltic Opera Festival, gdzie poprowadził Salome Richarda Straussa – do zaproszenia tego przyczyniła się jego wcześniejsza współpraca z Tomaszem Koniecznym w Wiener Staatsoper, dyrektorem artystycznym festiwalu.
Program wieczoru zbudowano wokół trzech różnych światów muzycznych, tworzących naturalny stylistyczny łuk – od beethovenowskiego dramatu, przez straussowską kontemplację, po prokofiewowską narrację.

Koncert otworzyła Uwertura „Leonora III” Ludwiga van Beethovena, o klarownej architekturze i bogatym ładunku emocjonalnym. Gamzou dyrygował energicznie i zdecydowanie; jego gesty były szerokie, niemal teatralne, a wejścia orkiestry wyraźnie zaakcentowane. Interpretacja ujawniła zarówno monumentalność, jak i subtelne niuanse utworu – dyrygent umiejętnie stosował rubato w kluczowych momentach, podkreślając dramatyczną ekspresję kulminacji. Orkiestra zabrzmiała świeżo i dynamicznie, a wykonanie stało się prawdziwie angażującym doświadczeniem muzycznym.
W centrum programu znalazły się Cztery ostatnie pieśni Richarda Straussa, wykonywane przez Julię Kleiter. Gamzou starał się zachować klarowność faktury i lekkość brzmienia, a jego gesty wspierały precyzyjne wprowadzanie fraz orkiestry. Mimo to w kulminacjach momentami brakowało subtelnej plastyki frazy i delikatnego oddechu, tak charakterystycznych dla późnego stylu Straussa. Kleiter zaprezentowała głos prowadzony z dużą muzykalnością, czystością intonacji i uważną pracą z tekstem, choć ograniczona pojemność instrumentu nie zawsze pozwalała na pełne „unoszenie się” nad orkiestrą. W rezultacie wykonanie, choć eleganckie, inteligentne i stylistycznie trafne, momentami wydawało się bardziej kontemplacyjne niż pełne swobodnej ekspresji.

Wieczór zamknął wybór suit z baletu Romeo i Julia Siergieja Prokofiewa – cieszy nieśmiały powrót muzyki rosyjskiej do repertuaru teatru. Gamzou w tym repertuarze wyraźnie traktuje rytm jako główny nośnik energii: mocne wejścia perkusji i blach podkreślały architekturę rytmiczną, ale szybkie tempo i akcentowanie rytmu ograniczały naturalny ruch frazy i lekkość narracji tanecznej. Szerokie, teatralne gesty dyrygenta momentami przysłaniały subtelne łuki muzyczne. Interpretacja ujawniła wyraźnie energię i zdecydowanie Gamzou, ale także pokazała, że w repertuarze wymagającym płynnej frazy rytmicznej i tanecznej lekkości jego styl może wprowadzać pewne ograniczenia.
Po jednorazowym kontakcie z orkiestrą trudno jeszcze wyrokować, jak Gamzou sprawdzi się w dłuższej współpracy z zespołem. Już teraz jednak widać dyrygenta o silnej osobowości, preferującego ekspresję, wyrazisty gest i energię w brzmieniu – cechy, które w repertuarze operowym, gdzie teatralny instynkt jest równie istotny, mogą znaleźć pełniejsze zastosowanie.
