W ubiegłą niedzielę scena warszawskiego Teatru Studio należała do śpiewaków młodego pokolenia. Serię operowych i musicalowych przebojów wykonali Adriana Ferfecka, Piotr Buszewski i Szymon Komasa, a na fortepianie towarzyszył im Mischa Kozłowski.
Wieczór rozpoczął Szymon Komasa od słynnej arii torreadora z “Carmen” Bizeta. W pierwszej części koncertu artysta wcielił się również w Valentina z “Fausta” Gounoda. Dwie znakomite interpretacje, które pokazały że baryton doskonale czuje się w repertuarze francuskim.
Adriana Ferfecka w mijającym sezonie występowała m.in. w “Cyganerii” w Warszawie i Berlinie, a w Rzymie z dużym sukcesem zadebiutowała jako Liu w “Turandot”. Sopranistka wielokrotnie podkreślała swoje uwielbienie dla pełnej dramatycznego napięcia muzyki Pucciniego i tą miłość słychać w każdej wyśpiewanej nucie, czy jest to Magda z “Jaskółki”, czy Mimi z “Cyganerii”.
W scenach z “Cyganerii” błyszczy również talent Piotra Buszewskiego, którego także częściej można było posłuchać w tym sezonie w Hamburgu czy też Berlinie, niż w Polsce. W najbliższym czasie ten młody śpiewak zaplanowane ma debiuty na najważniejszych operowych scenach – jeszcze tego lata jako Cassio w “Otellu” Verdiego w Royal Opera House oraz w przyszłym sezonie jako Kawaler de la Force w “Dialogach karmelitanek” Poulenca.
Jego miękki, ciepły tenor doskonale brzmiał również w “Napoju miłosnym” Donizettiego oraz utworach zaczerpniętych z musicalu “West Side Story” Bernsteina – „Maria, Maria…” czy też „Tonight…” zaśpiewanego w duecie z Ferfecką. Buszewski jest bardzo swobodny i naturalny na scenie, nawet w trakcie koncertu wchodzi całkowicie w poszczególne role.
W musicalowej konwencji znakomicie odnalazł się również Szymon Komasa, który z dużym zaangażowaniem zaśpiewał „The impossible dream” z “Człowieka z La Manchy” Leigha.
Na zakończeniem wieczoru artyści zaśpiewali wspólnie niezawodny przebój koncertowych sal „Libiamo ne’ lieti calici…” z “Traviaty” Verdiego, a na bis tym razem we trójkę wykonali utwór “Tonight”.
Równorzędnym partnerem solistów był również pianista Mischa Kozłowski, który nie tylko doskonale akompaniował im w trakcie występów, ale również porywająco zagrał Poloneza As-dur op. 53 Chopina.
Cała czwórka artystów doskonale porozumiewała się i bawiła na scenie, co przełożyło się na świetny kontakt z publicznością.
