Jonas Kaufmann zapowiedział, że nie planuje już żadnych występów operowych w Wielkiej Brytanii. W rozmowie z Normanem Lebrechtem opublikowanej na łamach The Times jeden z najbardziej rozpoznawalnych tenorów naszych czasów przyznał, że śpiewanie w Londynie przestało być dla niego finansowo opłacalne. Dotyczy to przede wszystkim Royal Ballet & Opera – teatru, z którym Kaufmann był silnie związany w przełomowym okresie kariery. To tam, w 2006 roku, jego Don José w Carmen stał się momentem zwrotnym na drodze do międzynarodowego sukcesu. Dziś artysta mówi wprost, że przy obecnych honorariach i wysokich kosztach wynajmu mieszkań występy w Londynie przestały mieć sens ekonomiczny.
Kaufmann podkreśla, że jego decyzja nie wynika z konfliktów personalnych. Z sympatią wspomina współpracę z Antonio Pappano, zaznaczając jednocześnie, że po odejściu dyrygenta jego aktywność w Covent Garden wyraźnie zmalała. „Po odejściu Tony’ego moja obecność w teatrze zdecydowanie osłabła” – mówi, dodając, że problemem nie są relacje artystyczne, lecz realia finansowe.
Tenor krytycznie odnosi się także do współczesnego modelu funkcjonowania dużych teatrów operowych, w których kontrakty planuje się z kilkuletnim wyprzedzeniem. „To stoi w sprzeczności z ideą bycia artystą” – zauważa. „Poproś malarza, żeby wybrał tematy na pięć lat do przodu – będzie się śmiał, bo nie wie nawet, co zrobi za trzy miesiące. A my mamy to zaakceptować”. Wspomina przy tym czasy Rudolfa Binga w Metropolitan Opera, gdy po premierach artyści mogli realnie współtworzyć repertuar. „Było w tym poczucie, że coś się razem buduje, a śpiewacy rzadko rezygnowali z udziału w przedstawieniach” – dodaje Kaufmann.
Metropolitan Opera to kolejna instytucja, do której tenor nie planuje powrotu. Powodem jest sposób, w jaki potraktowano chór i orkiestrę w czasie pandemii – artyści nie otrzymywali wynagrodzeń, a wielu muzyków musiało opuścić Nowy Jork lub wracać do rodzinnych domów. Kaufmann zorganizował wówczas koncert transmitowany online i apelował o wsparcie finansowe, co – jak podkreśla – nie spotkało się z przychylną reakcją dyrekcji teatru.
Istotnym wątkiem rozmowy są także doświadczenia Kaufmanna z rolą Petera Grimesa w Monachium i Wiedniu, które otworzyły go na twórczość Benjamina Brittena. Artysta przyznaje, że chciałby kontynuować ten repertuar, jednak w Londynie nie zapadły decyzje o jego zaproszeniu. Plany dotyczące Billy’ego Budda – kolejnej opery Brittena, w której Kaufmann miałby wcielić się w postać kapitana – również nie zostaną zrealizowane w Wielkiej Brytanii.
Obecnie Kaufmann mieszka w Salzburgu, posiada obywatelstwo austriackie i pełni funkcję dyrektora artystycznego festiwalu w Erl w Tyrolu. W tej roli porusza także kwestie związane z zatrudnianiem rosyjskich artystów w kontekście wojny w Ukrainie. Zaznacza, że zaprosiłby Annę Netrebko, argumentując, iż artystka zdystansowała się od Moskwy. Znacznie bardziej krytycznie wypowiada się o Ildarze Abdrazakovie, którego bliskie relacje z Kremlem – zdaniem Kaufmanna – przekreślają możliwość współpracy.
Na koniec tenor formułuje gorzką diagnozę dotyczącą przyszłości zawodu śpiewaka operowego. Jego zdaniem kończy się złota era wielkich karier – honoraria pozostają na niezmienionym poziomie, a rynek fonograficzny przestał być realnym źródłem dochodu. „Bardzo współczuję następnemu pokoleniu” – mówi Kaufmann. „Mówię młodym muzykom: róbcie to tylko wtedy, jeśli naprawdę was to pasjonuje. Szansa na utrzymanie się z tego zawodu to jeden na tysiąc”.
Decyzja Kaufmanna jest sygnałem ostrzegawczym dla londyńskiej sceny operowej. Wskazuje na głębszy problem funkcjonowania teatrów – rosnące koszty życia, zamrożone honoraria i wieloletnie kontrakty coraz częściej ograniczają swobodę artystyczną i zmuszają nawet największe gwiazdy do kalkulowania opłacalności projektów. W dłuższej perspektywie może to prowadzić do odpływu najbardziej rozpoznawalnych nazwisk i osłabienia konkurencyjności londyńskich scen wobec innych teatrów, które oferują stabilniejsze i bardziej elastyczne warunki pracy.
