Nasza strona używa plików cookies, aby zapewnić Ci lepsze doświadczenia i dopasowane treści. Korzystając z serwisu, wyrażasz zgodę na ich użycie. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.

Gdy luksus przesłania bohaterów. „Poławiacze pereł” w Wiener Staatsoper

Kiedy Teatr Wielki – Opera Narodowa ogłosił repertuar na sezon 2026/27, jedną z ciekawszych zapowiedzi okazała się nowa inscenizacja Poławiaczy pereł Georges’a Bizeta. Niespełna dwa tygodnie później miałam okazję zobaczyć ten spektakl w Wiener Staatsoper, gdzie powstał jako koprodukcja obu teatrów.

Poławiacze pereł należą do tych oper, które współczesnym reżyserom stawiają szczególne wyzwania. Tradycyjne wystawienie łatwo może dziś sprawiać wrażenie egzotycznej pocztówki, zakorzenionej w wyobrażeniach XIX wieku o odległych kulturach. Z drugiej strony całkowite odejście od tej konwencji wymaga znalezienia nowego klucza interpretacyjnego, który pozwoli zachować sens historii Nadira, Zurgi i Leïli. Ersan Mondtag przenosi punkt ciężkości z egzotycznej scenerii na świat pracy, luksusu i konsumpcji. Punktem wyjścia staje się sama perła – symbol bogactwa i prestiżu, który jednocześnie powstaje dzięki pracy ludzi pozostających niewidocznymi dla tych, którzy później korzystają z efektów ich wysiłku. Dlatego egzotyczny świat poławiaczy zastępuje współczesnym światem produkcji dóbr luksusowych.

“Poławiacze pereł” Bizeta w Wiener Staatsoper, fot. Wiener Staatsoper / Michael Pöhn

Pierwszy akt przenosi akcję do świata przemysłu modowego. Zamiast romantycznej wizji Cejlonu oglądamy rzeczywistość pracy, zależności i społecznej hierarchii. Bohaterowie funkcjonują w systemie, w którym jedni produkują dobra przeznaczone dla innych. To właśnie ten mechanizm ma zastąpić społeczne zależności obecne w operze Bizeta. To właśnie tutaj najłatwiej zrozumieć kierunek obrany przez reżysera i logikę stojącą za jego pomysłem, nawet jeśli nie wszystkie elementy nowego świata są równie czytelne. Tkaniny, ubrania i ekskluzywne towary stają się współczesnym odpowiednikiem pereł – obiektami pożądania, których wartość wynika nie tyle z ich funkcji, ile z prestiżu, jaki symbolizują. Mondtag interesuje się nie tylko samym produktem, ale również relacją pomiędzy tymi, którzy go wytwarzają, a tymi, którzy z niego korzystają. Konsekwencją tego pomysłu jest centrum handlowe, które reżyser traktuje jako współczesną świątynię. To miejsce, wokół którego koncentrują się pragnienia, aspiracje i wyobrażenia o prestiżu. Centrum handlowe nie pojawia się tu dla samego efektu, lecz stanowi logiczne dopełnienie świata zbudowanego przez Mondtaga.

Trudno odmówić tej koncepcji spójności. Mondtag trafnie identyfikuje problem, z którym mierzy się dziś wielu reżyserów próbujących wystawiać Poławiaczy pereł. Nie próbuje odtwarzać świata, który dla współczesnego widza stał się już jedynie egzotyczną dekoracją, lecz szuka nowych odpowiedników mechanizmów obecnych w operze Bizeta – wspólnoty, hierarchii i zasad, którym bohaterowie muszą się podporządkować. Jednocześnie już w pierwszym akcie pojawiają się pytania o miejsce bohaterów w świecie stworzonym przez Mondtaga. O ile logika produkcji, konsumpcji i społecznych zależności pozostaje stosunkowo czytelna, o tyle znacznie trudniej określić, jakie role pełnią w tym systemie Nadir, Zurga i przede wszystkim Leïla. W kolejnych aktach problem ten staje się jeszcze bardziej widoczny. Im mocniej spektakl koncentruje się na symbolice luksusu, konsumpcji i społecznego prestiżu, tym bardziej uwaga widza przesuwa się z bohaterów na samą koncepcję.

Juan Diego Flórez (Nadir) i Ludovic Tézier (Zurga) w “Poławiaczach pereł” w Wiener Staatsoper, fot. Wiener Staatsoper / Michael Pöhn

W operze Bizeta szczególna pozycja Leïli wynika z funkcji religijnej i związanych z nią zakazów. To właśnie dlatego miłość Nadira i Leïli prowadzi do konfliktu, który wykracza daleko poza prywatne uczucia bohaterów. W interpretacji Mondtaga religia ustępuje miejsca światu konsumpcji i społecznego prestiżu, nie do końca wiadomo jednak, jakie zasady rządzą nowym porządkiem. W efekcie trudniej zrozumieć, dlaczego relacja bohaterów miałaby wywoływać równie poważne konsekwencje dla otaczającej ich społeczności. Jeszcze wyraźniej widać to w scenach rozgrywających się w centrum handlowym. Choć stanowi ono logiczne rozwinięcie wcześniejszych pomysłów reżysera, właśnie tutaj spektakl zaczyna oddalać się od bohaterów. Zamiast pogłębiać konflikt pomiędzy Nadirem, Zurgą i Leïlą, coraz mocniej skupia się na komentowaniu współczesnej kultury konsumpcyjnej. W pewnym momencie bardziej interesuje nas to, co reżyser chce powiedzieć o świecie luksusu, niż to, co dzieje się z bohaterami.

Mondtag rozwiązuje problem orientalnej dekoracyjności, ale płaci za to wysoką cenę. Im więcej miejsca zajmują symbole konsumpcji, prestiżu i społecznych aspiracji, tym mniej pozostaje go dla bohaterów. Z czasem odnosi się wręcz wrażenie, że reżysera bardziej interesuje rozwijanie własnej koncepcji niż opowiedzenie historii Nadira, Zurgi i Leïli. To inscenizacja pełna interesujących pomysłów, lecz nie wszystkie służą dramatowi Bizeta. W efekcie po wyjściu z teatru łatwiej opowiedzieć o świecie stworzonym przez Mondtaga niż o losach bohaterów. A to właśnie ich historia, a nie reżyserska koncepcja, powinna pozostać centrum tej opery. Niezależnie jednak od zastrzeżeń wobec koncepcji Ersana Mondtaga, wiedeńscy Poławiacze pereł mieli mocny atut w postaci strony muzycznej. To właśnie ona sprawiała, że nawet wtedy, gdy spektakl oddalał się od bohaterów, dramat Bizeta nie tracił swojej siły oddziaływania.

“Poławiacze pereł” w Wiener Staatsoper, fot. Wiener Staatsoper / Michael Pöhn

Największe wrażenie pozostawił Ludovic Tézier jako Zurga. Francuski baryton okazał się najmocniejszym punktem obsady, łącząc szlachetność brzmienia z niezwykłą intensywnością wyrazu. Już od pierwszego wejścia imponował swobodą prowadzenia frazy i naturalnym autorytetem scenicznym. Jego Zurga nie był jedynie przywódcą wspólnoty, lecz człowiekiem rozdartym pomiędzy przyjaźnią, zazdrością i poczuciem odpowiedzialności. Tézier potrafił oddać wszystkie te emocje bez nadmiernej ekspresji czy aktorskiej demonstracyjności. W jego interpretacji każda zmiana nastroju wynikała przede wszystkim z muzyki. Szczególnie poruszająco wypadły sceny trzeciego aktu, w których baryton połączył wokalną pewność z rzadko spotykaną intensywnością wyrazu. To właśnie on stał się prawdziwym centrum emocjonalnym tego przedstawienia.

Juan Diego Flórez stworzył Nadira opartego przede wszystkim na elegancji śpiewu i kulturze frazowania. Peruwiański tenor pozostał wierny estetyce, która od lat przynosi mu uznanie publiczności, stawiając na liryzm i muzykalność zamiast efektownych środków wyrazu. Nie brakowało momentów pokazujących klasę artysty, jednak w dużej przestrzeni Wiener Staatsoper głos Flóreza nie zawsze równie dobrze docierał do słuchacza. Zwłaszcza w ansamblach i fragmentach o pełniejszym brzmieniu orkiestry jego obecność stawała się mniej wyraźna. Nie przesłoniło to walorów interpretacji, jednak w kluczowych momentach spektaklu uwaga widza częściej podążała za Zurgą niż za Nadirem.

Kristina Mkhitaryan (Leïla) i Juan Diego Flórez (Nadir) w “Poławiaczach pereł” w Wiener Staatsoper, fot. Lukas Städler

Kristina Mkhitaryan zaprezentowała Leïlę o pełniejszym i bardziej dramatycznym brzmieniu, niż zwykle kojarzy się z tą partią. Sopranistka imponowała pewnością wokalną i swobodą w wymagających fragmentach, nadając bohaterce zdecydowany charakter. Jednocześnie właśnie ten typ głosu nie zawsze wydawał się idealnie odpowiadać charakterowi tej partii. Leïla należy do bohaterek, których siła oddziaływania często wynika z delikatności, wewnętrznego skupienia i pewnej tajemnicy. Mkhitaryan wnosiła do partii więcej dramatyzmu i wokalnej intensywności, przez co w najbardziej lirycznych momentach można było odczuć niedosyt subtelności. Była to jednak kreacja spójna i muzycznie przekonująca. Dobrze zaprezentował się również Ivo Stanchev jako Nourabad, nadając tej stosunkowo niewielkiej partii odpowiednią powagę i sceniczny autorytet.

Duży udział w sukcesie muzycznym wieczoru miał także Daniele Rustioni. Pod jego batutą orkiestra Wiener Staatsoper wydobywała z partytury Bizeta bogactwo kolorów, elegancję francuskiego stylu i liryzm, który tak często ginie w cieniu najbardziej znanych fragmentów opery. Rustioni prowadził całość z wyczuciem dramaturgii, konsekwentnie budując napięcie muzyczne i wydobywając z partytury Bizeta jej niezwykłe bogactwo kolorystyczne. To właśnie muzyka najpełniej przypominała tego wieczoru, dlaczego Poławiacze pereł pozostają jednym z najbardziej urzekających dzieł młodego Bizeta.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Może Cię zainteresuje