Nasza strona używa plików cookies, aby zapewnić Ci lepsze doświadczenia i dopasowane treści. Korzystając z serwisu, wyrażasz zgodę na ich użycie. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.

“Don Giovanni” w surowej scenerii lawy w Wiener Staatsoper

W Dzień Wszystkich Świętych wybrałam się do Wiednia, przyciągnięta wznowieniem „Don Giovanniego” Mozarta. Chciałam zobaczyć, jak Mattia Olivieri zmierzy się z tytułową rolą słynnego uwodziciela. Tego dnia znalazłam też chwilę, by odwiedzić Zentralfriedhof – miejsce spoczynku Beethovena, Schuberta, Brahmsa, Straussa, a także symboliczny grób Mozarta. W tej szczególnej porze roku, gdy Wiedeń zanurza się w ciszy i zadumie, myśl o przemijaniu i nieuchronności końca towarzyszyła mi później przez cały wieczór w Staatsoper. Dzięki temu Mozartowska opera o pożądaniu, przemocy i karze zyskała niemal metafizyczny wymiar.

Premiera tej inscenizacji odbyła się w grudniu 2021 roku i stanowiła pierwszy etap realizowanego przez Barriego Kosky’ego w Wiener Staatsoper cyklu oper Mozarta do librett Lorenza da Ponte. Kolejne tytuły – „Le nozze di Figaro” i „Così fan tutte” – dopełniły spójny projekt, w którym reżyser konsekwentnie bada psychikę bohaterów, balansując pomiędzy groteską, erotyzmem i dramatem. Kosky unika jednoznacznych ocen moralnych, tworząc teatr oparty bardziej na napięciach i impulsach niż prostych podziałach na winę i niewinność.

Mattia Olivieri i Philippe Sly w “Don Giovannim” Mozarta, fot. Michael Pöhn, Wiener Staatsoper

W „Don Giovannim” reżyser od początku umieszcza bohaterów w świecie przypominającym krajobraz po katastrofie. Scenografia Katrin Lea Tag – szara, popękana przestrzeń zastygłej lawy – rozciąga się od proscenium po samą głębię sceny. To nie tylko sugestywna wizualnie przestrzeń, ale świat już naznaczony śmiercią i rozpadem. Don Giovanni porusza się w nim z ogromną fizyczną energią, ale jednocześnie sprawia wrażenie człowieka próbującego uciec przed czymś nieuchronnym. Każdy gest i każde spotkanie z innymi bohaterami nabierają w tej przestrzeni większego ciężaru.

Z czasem martwy pejzaż zaczyna się stopniowo zmieniać. Wśród kamieni pojawia się skromna roślinność, a centralne miejsce sceny zajmuje krater wypełniony wodą. Kosky buduje w ten sposób wizualny kontrast pomiędzy światem zdominowanym przez destrukcję a śladami życia i pożądania, które wciąż próbują się przez niego przebić. Woda staje się miejscem fizycznych konfrontacji bohaterów, wzmacniając cielesność relacji i napięcie obecne właściwie w całym spektaklu.

Tara Erraught i Philippe Sly w “Don Giovannim” Mozarta, fot. Michael Pöhn, Wiener Staatsoper

Równie interesująco reżyser prowadzi postać Komandora. Nie jest on monumentalnym posągiem ani metafizycznym upiorem, ale raczej nieustanną obecnością śmierci wpisaną w świat przedstawienia od samego początku. W finale nie pojawia się spektakularne piekło ani nadnaturalna kara. Komandor staje się raczej odbiciem samego Don Giovanniego – zapowiedzią końca, który bohater od początku nosi w sobie. Śmierć nie przychodzi tutaj jako moralna kara, lecz jako konsekwencja życia podporządkowanego wyłącznie własnym impulsom i pragnieniom.

Mattia Olivieri w roli Don Giovanniego tworzy postać opartą przede wszystkim na naturalności scenicznej i ogromnej fizycznej energii. Jego baryton pozostaje sprężysty, jasny i bardzo swobodnie prowadzony, dobrze współpracując z młodzieńczą impulsywnością bohatera. Olivieri unika budowania Giovanniego jako demonicznego manipulatora – bliżej mu do człowieka żyjącego nieustannym ruchem, pożądaniem i potrzebą przekraczania kolejnych granic. Świetnie odnajduje się przy tym w intensywnej fizyczności spektaklu Kosky’ego, a naturalność sceniczna i wyrazista dykcja sprawiają, że pozostaje centralną postacią całego przedstawienia.

Mattia Olivieri, Adela Zaharia, Bogdan Volkov, Tara Erraught, Philippe Sly, Anita Monserrat, Andrei Maksimov w “Don Giovannim” Mozarta, fot. Michael Pöhn, Wiener Staatsoper

Philippe Sly jako Leporello bardzo dobrze wykorzystuje kontrast pomiędzy komizmem a narastającą frustracją bohatera pozostającego w cieniu swojego pana. Jego interpretacja unika buffo przerysowania, pokazując Leporella jako postać jednocześnie przyciąganą i odpychaną przez świat Don Giovanniego. Wokalnie Sly prowadzi partię pewnie i elastycznie, dobrze odnajdując się zarówno w ansamblach, jak i bardziej kameralnych momentach.

Adela Zaharia jako Donna Anna wnosi do spektaklu wyraźną dramatyczną energię. Jej sopran pozostaje jasny, elastyczny i dobrze skupiony, szczególnie w scenach wymagających większego napięcia emocjonalnego. Bogdan Volkov jako Don Ottavio prezentuje śpiew elegancki i stylistycznie bardzo uporządkowany, budując postać bardziej wycofaną i melancholijną niż zwykle bywa ona pokazywana. Tara Erraught jako Donna Elvira dobrze odnajduje się w emocjonalnej niestabilności bohaterki, choć chwilami interpretacji brakuje większego zróżnicowania psychologicznego. Anita Monserrat i Andrei Maksimov jako Zerlina i Masetto wnoszą do spektaklu lekkość i naturalność, tworząc wiarygodny kontrast wobec mroczniejszej energii głównej części dramatu. Tareq Nazmi jako Komandor nadaje finałowym scenom odpowiednią powagę i chłód.

Anita Monserrat i Andrei Maksimov w “Don Giovannim” Mozarta, fot. Michael Pöhn, Wiener Staatsoper

Christoph Koncz prowadzi orkiestrę Wiener Staatsoper z dużą dbałością o przejrzystość faktury i dramatyczne napięcie. Tempa pozostają umiarkowane, ale muzyka nie traci wewnętrznego pulsu. Szczególnie dobrze wypadają momenty, w których Mozartowska lekkość zaczyna stopniowo ustępować ciemniejszym i bardziej niepokojącym tonom finału.

Spektakl Kosky’ego nie próbuje budować „Don Giovanniego” jako moralitetu o karze dla rozpustnika. Znacznie bardziej interesuje go świat ludzi funkcjonujących pomiędzy pożądaniem, samotnością i lękiem przed końcem. Wulkaniczny krajobraz, w którym rozgrywa się akcja, od początku przypomina, że ten świat jest już wewnętrznie wypalony. Ostatecznie po Don Giovannim pozostaje nie tyle piekło, ile cisza po katastrofie.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Może Cię zainteresuje