Debiut w „Tosce” wielkim triumfem Piotra Beczały

4

Gdy w zeszłym roku Wiener Staatsoper ogłosiła plany repertuarowe na bieżący sezon, wiedziałam że debiut Piotra Beczały w roli Cavaradossiego w „Tosce” Pucciniego to wydarzenie, na którym nie może mnie zabraknąć. Doskonale znane arie takie jak „E lucevan le stelle” czy „Recondita armonia” w wykonaniu polskiego tenora słyszałam kilkukrotnie podczas koncertów i nie mogłam się doczekać całego spektaklu z jego udziałem.

Piotr Beczała jako Mario Cavaradossi w „Tosce”, fot. Michael Pöhn / Wiener Staatsoper

Wiedeńska publiczność ma ogromne szczęście, ponieważ poza czterema terminami w lutym, na czerwiec zaplanowana jest kolejna seria przedstawień, w których również będzie występował Beczała. Partnerować będą mu wówczas Nina Stemme oraz Carlos Álvarez. Aktualnie w tytułowej roli można oglądać Sondrę Radvanovsky, z kolei w Scarpię wciela się Thomas Hampson.

Thomas Hampson jako Baron Scarpia w „Tosce”, fot. Michael Pöhn / Wiener Staatsoper

Gwiazdorska obsada przyciągnęła do Wiener Staatsoper prawdziwe tłumy, a na widowni znalazła się całkiem spora grupa polskich wielbicieli opery. W powietrzu niemal namacalnie można było czuć ten specyficzny rodzaj napięcia i podekscytowania, jaki towarzyszy wyjątkowym okazjom. Gdy kurtyna rozsunęła się, oczom widzów ukazała się monumentalna scenografia spektaklu granego na wiedeńskiej scenie już po raz 607. Premierowym przedstawieniem w reżyserii Margarete Wallmann dyrygował w 1958 roku Herbert von Karajan, a partię słynnej rzymskiej śpiewaczki zaśpiewała Renata Tebaldi.

Thomas Hampson i Sondra Radvanovsky w „Tosce”, fot. Michael Pöhn / Wiener Staatsoper

W przypadku tak wiekowych inscenizacji nie sposób nie dojść do wniosku, że klasyka nie starzeje się nigdy. Bogata i wierna librettu produkcja zawsze znajduje grono zachwyconych odbiorców zarówno wśród osób rozpoczynających swoją przygodę z operą, jak również spośród znużonych wszechobecnym uwspółcześnianiem dzieł, które nieraz przetrwały wieki. Piękno i rozmach z jakim w Wiedniu pokazano kościół św. Andrzeja della Valle, pałac Farnese i taras zamku św. Anioła są po prostu zniewalające.

Piotr Beczała jako Mario Cavaradossi w „Tosce”, fot. Michael Pöhn / Wiener Staatsoper

Piotr Beczała rozpoczyna nowy etap swojej kariery, którą chce ukierunkować w stronę weryzmu. Po oszałamiającym sukcesie, jaki odniósł przed kilkoma tygodniami w „Adrianie Lecouvreur” Cilei w Metropolitan Opera, w Wiener Staatsoper zaprezentował iście mistrzowską formę. Obserwując w ciągu ostatnich lat jego zawodowe poczynania, jestem pod ogromnym wrażeniem rozwoju umiejętności zarówno wokalnych, jak i aktorskich śpiewaka, który od dawna już uchodził za wybitnego, a teraz coraz częściej określany jest jako czołowy światowy tenor. Gdy wykrzykiwał słynne „Vittoria, Vittoria” czy śpiewał „E lucevan le stelle”, publiczność wstrzymywała oddech. Szczera, płynąca z głębi serca interpretacja arii skazańca, któremu przed oczami staje całe jego szczęśliwe życie i słodki obraz ukochanej tak bardzo poruszyła widownię, że owacje nie ustawały dopóki artysta nie zdecydował się na bis. Pełna tragizmu była również scena egzekucji Cavaradossiego, w której tuż przed śmiercią na pożegnanie wyciąga rękę do Toski.

Sondra Radvanovsky stworzyła bardzo dobrą dramatyczno-aktorską kreację sceniczną. Jej Tosca była prawdziwa emocjonalnie, a przepiękne piano w pełnej napięcia arii „”Vissi d’arte, vissi d’amor” zachwycało. Thomas Hampson nie przekonał mnie do końca jako Scarpia. Zbyt nobliwy i dystyngowany, nie pasował do roli pełnego żądzy i lubieżnego prefekta policji.

Sondra Radvanovsky w „Tosce”, fot. Michael Pöhn / Wiener Staatsoper

Orkiestra pod batutą Marca Armiliato pokazała, że znakomicie czuje się we włoskiej muzyce, dzięki czemu tempa były wystarczająco szybkie, a narracja bardzo płynna.

„Toskę” w wyjątkowej obsadzie można będzie zobaczyć już 17 lutego online, za pośrednictwem platformy streamingowej Wiener Staatsoper: https://www.wiener-staatsoper.at/spielplan-tickets/detail/event/966647481-tosca/

O autorze