Aigul Akhmetshina należy dziś do grona najciekawszych artystek młodego pokolenia – nie tylko ze względu na wyjątkowy talent i sceniczny temperament, ale także sposób, w jaki mówi o współczesnej operze i jej publiczności. Przy okazji swojego debiutu w roli Dalili w Samsonie i Dalili Camille’a Saint-Saënsa w londyńskim Royal Ballet & Opera śpiewaczka udzieliła wywiadu redaktorce Vanessie Thorpe z „The Observer”, w którym poruszyła kilka tematów szczególnie istotnych dla dzisiejszego teatru operowego: od dostępności biletów i elitarności opery po spory wokół nowoczesnej reżyserii.
Najbardziej interesująco brzmią jednak jej przemyślenia dotyczące młodej publiczności i tradycyjnych inscenizacji. Akhmetshina uważa, że widzowie dopiero odkrywający operę często potrzebują przede wszystkim czytelnej opowieści i emocjonalnego kontaktu z dziełem, dlatego łatwiej odnajdują się w bardziej tradycyjnych realizacjach. Dopiero z czasem – kiedy lepiej poznają operową konwencję i repertuar – mogą zacząć szukać bardziej eksperymentalnych czy reinterpretujących odczytań klasyki.
To interesujący głos w czasie, gdy wiele teatrów coraz mocniej stawia na uwspółcześnianie i reinterpretowanie klasycznego repertuaru. Akhmetshina nie odrzuca nowych sposobów myślenia o operze, ale zwraca uwagę, że teatr muzyczny nie może zapominać o widzu i emocjonalnej sile opowiadanej historii.
Artystka otwarcie mówi również o problemie dostępności opery dla młodego pokolenia. Nawiązując do głośnych słów Timothée Chalameta dotyczących elitarności wysokiej kultury, przyznaje, że „jest w tym trochę prawdy”. Jej zdaniem młodzi ludzie są operą autentycznie zainteresowani i ciekawi tego świata, jednak bardzo często po prostu nie stać ich na regularne uczestnictwo w spektaklach. Jedna z najmocniej wybrzmiewających wypowiedzi całego wywiadu dotyczy właśnie cen biletów. Akhmetshina przyznaje wprost, że sama prawdopodobnie nie mogłaby sobie pozwolić na dobre miejsca na własne spektakle. Te słowa brzmią szczególnie znacząco, gdy padają z ust jednej z najbardziej rozpoznawalnych i rozchwytywanych śpiewaczek młodego pokolenia.
Rozmowa pokazuje również mniej widoczne oblicze operowej kariery. Akhmetshina wyraźnie dystansuje się od określenia „diva”, które uważa za krzywdzące i odczłowieczające artystów. Podkreśla, że śpiewacy funkcjonują pod ogromną presją psychiczną, a ten zawód wymaga wielu wyrzeczeń i podporządkowania życia scenie. Szczególnie mocno wybrzmiewa to w jej refleksjach dotyczących Carmen – roli, która przyniosła jej międzynarodową rozpoznawalność. Śpiewaczka przyznaje, że wykonywanie tej partii doprowadziło ją do wypalenia i emocjonalnego przeciążenia. Jak mówi, Carmen wymaga „200 procent” zaangażowania, a największym ciężarem okazała się konieczność nieustannego spełniania oczekiwań otoczenia.
Akhmetshina zwraca też uwagę na presję związaną z wizerunkiem artysty. Jej zdaniem współczesna kultura wymusza nieustanne udawanie szczęścia i sukcesu – zarówno w mediach społecznościowych, jak i w codziennych relacjach. Tymczasem, jak podkreśla, „to w porządku, żeby nie czuć się dobrze”. Śpiewaczka przyznaje, że dopiero po doświadczeniu wypalenia zrozumiała, jak ważne dla artysty jest dbanie o zdrowie psychiczne, ponieważ bezpośrednio wpływa ono również na głos. W wywiadzie pojawiają się także wątki osobiste i polityczne. Artystka mówi o swoim baszkirsko-tatarskim pochodzeniu, poczuciu wyobcowania oraz o tym, jak wojna wpływa dziś na sytuację rosyjskojęzycznych artystów funkcjonujących na międzynarodowej scenie. Ostrożnie komentuje również kontrowersje wokół występów Anny Netrebko, zwracając uwagę, że artyści nie zawsze mają pełną kontrolę nad politycznym kontekstem swojej kariery i miejscami, w których występują.
Cała rozmowa układa się w portret artystki świadomej zarówno siły opery, jak i jej współczesnych problemów. Być może właśnie dlatego wypowiedzi Akhmetshiny budzą dziś tak duże zainteresowanie – bo próbują mówić o operze jako o sztuce emocji, autentyczności i prawdziwego doświadczenia.
