Podczas pobytu w Paryżu nie mogłam ominąć spektaklu Aida w Opéra Bastille, w którym znaczącą rolę odegrali polscy śpiewacy. W roli Radamèsa występował Piotr Beczała – choć jego terminy w tej serii już się zakończyły. Partię Aidy początkowo kreowała Saioa Hernández, później przejęła ją Ewa Płonka, a dwa ostatnie przedstawienia powierzono Aleksandrze Kurzak. We wszystkich spektaklach jesiennej serii uczestniczył Krzysztof Bączyk jako Faraon. Produkcję można było również obejrzeć w serwisie Paris Opera Play, co pozwalało zapoznać się z inscenizacją jeszcze przed wizytą na widowni.
Spektakl powstał w koprodukcji z Festiwalem w Salzburgu, gdzie miał premierę w 2017 roku, a pięć lat później powrócił na tamtą scenę. Reżyserię powierzono Shirin Neshat, irańskiej artystce wizualnej i filmowej, znanej z prac poruszających kwestie tożsamości, opresji i uwikłania jednostki w system. Dla Neshat było to pierwsze spotkanie z operą i okazja do przeniesienia autorskiego języka wizualnego na monumentalny dramat Verdiego.
Neshat interpretuje Aidę przede wszystkim przez pryzmat idei – estetyka i symbolika stają się równorzędnymi partnerami narracji. Centralnym elementem sceny jest monumentalny, obracający się sześcian, który dzieli przestrzeń i narzuca bohaterom rytm działania. W finale sześcian zmienia się w grobowiec, domykając opowieść o uwięzieniu zarówno fizycznym, jak i emocjonalnym. Projekcje filmowe i fotograficzne uwypuklają współczesne konflikty, dramaty migracyjne i przemoc wobec kobiet. Choć wizualna siła jest imponująca, momentami dominuje nad muzyką i librettem, przez co klasyczne wątki Verdiego o miłości i polityce zostają przyćmione – opera staje się komentarzem współczesnych dramatów.

Kostiumy są nowoczesne i oszczędne: Aida w czarnej sukni, Amneris w lejących, zmieniających barwy tkaninach, Radamès w współczesnym mundurze. Zabieg ten pozbawia bohaterów egzotycznej dekoracyjności starożytnego Egiptu, kierując uwagę ku uniwersalnym znaczeniom postaci – mechanizmom opresji i dominacji. Marsz Triumfalny, zwykle pełen monumentalizmu, staje się rytualną, niemal żałobną procesją, w której triumf armii oglądamy z perspektywy pokonanych.
Spektakl nie unika brutalnych scen: egzekucji, upokarzania jeńców, gwałtownych starć żołnierzy czy nagich postaci. Mają one wymiar metaforyczny i polityczny, dopełniając opowieść o przemocy systemowej. Ich intensywność bywa przytłaczająca, a spójna wizualnie koncepcja pozostawia w niektórych momentach mniej miejsca dla wątków miłosnych i politycznych Verdiego.
W tej przestrzeni muzyka i śpiewacy pełnią funkcję równoważącą. Wykonawcy dysponują szeroką swobodą interpretacyjną, co pozwala wydobyć emocjonalną prawdę postaci mimo narzuconej estetyki. Orkiestra i chór wypełniają scenę dźwiękiem o dużej sile oddziaływania, przywracając równowagę między wizją reżyserki a dramatycznym rdzeniem opery – w kluczowych momentach ratując spektakl przed przytłoczeniem przez warstwę wizualną.

W finałowym przedstawieniu serii rolę Aidy zaśpiewała Aleksandra Kurzak. Jej sopran odznaczał się klarownością i precyzją, a naturalna liryczność pozwalała budować bohaterkę o szerokim spektrum emocji. W średnicy i dolnym rejestrze brzmienie bywało momentami lżejsze – cecha wyczuwalna w rozległej przestrzeni Bastille – jednak nie zaburzała odbioru roli ani jej spójności artystycznej. Kurzak prowadziła napięcia dramatyczne w sposób płynny, a oszczędny, lecz celny ruch sceniczny podkreślał psychologiczną głębię postaci w minimalistycznej inscenizacji.
Gregory Kunde w roli Radamèsa imponował dojrzałością i jednolitością brzmienia. Jego głos wypełniał przestrzeń mocą i swobodą, prowadzony z precyzją i wyczuciem frazy. Interpretacja łączyła heroizm postaci z jej wewnętrznymi rozterkami, czyniąc Radamèsa jednym z najbardziej przekonujących punktów obsady.
Judit Kutasi jako Amneris wyróżniała się dramatycznym zabarwieniem głosu i naturalną nośnością. W średnim i dolnym rejestrze barwa była szeroka i pełna, w górnej tessiturze momentami ciemniała, co w dużej sali Bastille było odczuwalne. Precyzyjnie kontrolowany ruch sceniczny nadawał interpretacji wyrazistość i intensywność, wypełniając minimalistyczną przestrzeń energią.

Amartuvshin Enkhbat (Amonasro) dysponował mocnym, dobrze prowadzonym barytonem. Jego interpretacja łączyła autorytet z wrażliwością, wzmacniając dramaturgię relacji rodzinnych i politycznych. Każde jego wejście przykuwało uwagę i wzbogacało sceny o dodatkowy wymiar emocjonalny.
Alexander Köpeczi (Ramfis) wnosił rytualną powagę, a Krzysztof Bączyk (Faraon) – dystyngowaną obecność, stanowiąc subtelne dopełnienie napięć między bohaterami i podkreślając ceremonialny charakter scen.
Orkiestra Opery Narodowej w Paryżu pod batutą Dmitry’ego Matvienki nadawała spektaklowi klarowność brzmienia i swobodę, pozwalając muzyce oddychać, a jednocześnie utrzymując dramaturgiczne napięcie tam, gdzie minimalistyczna scenografia mogłaby je rozmyć. Chór przygotowany przez Ching-Lien Wu brzmiał precyzyjnie i dynamicznie, podkreślając rytualny i symboliczny wymiar ceremonii. Dzięki orkiestrze i chórowi surowa przestrzeń sześcianu Neshat mogła wypełnić się pełnią emocjonalnego wyrazu, pozwalając widzom mimo oszczędnej estetyki inscenizacji odczuć dramatyczną prawdę bohaterów.

Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
