Jesteśmy tylko ludźmi, a nie maszynami

0

Z Edytą Piasecką spotykam się w trakcie 50. Festiwalu im. Jana Kiepury w Krynicy – Zdroju, przed recitalem wokalnym w Hotelu Eris. Tę obdarzoną wyjątkowym głosem i urodę sopranistkę będziemy mogli w nadchodzącym sezonie zobaczyć w aż 4 produkcjach Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, w tym w dwóch premierowych.

W jakim repertuarze się Pani zaprezentuje?

Edyta Piasecka3

Fot. Beata Fischer

– Krynica Zdrój to miejsce klimatyczne – postanowiłam dopasować do tego repertuar: zaśpiewam głównie pieśni – zarówno te nastrojowe, jak i radosne. W programie pojawi się Chopin, Karłowicz, Szymanowski oraz nieco mniej znany Piotr Perkowski.

Nie pierwszy raz występuje Pani na festiwalu w Krynicy. Jakie ma Pani stąd najlepsze wspomnienia?

– Najlepsze są te związane z Bogusławem Kaczyńskim i z wielkimi galami, które wtedy były organizowane
i trwały nawet po sześć godzin. Zdarzało się, że przyjeżdżaliśmy do Krynicy zmęczeni albo chorzy, a pan Boguś potrafił napędzić nas swoją energią i dobrym słowem tak, że dawaliśmy z siebie wszystko, by zadowolić pana Bogusława oraz publiczność. Cały czas łezka się kręci w oku na wspomnienie tamtych czasów. Bardzo ciepło wspominam też koncert galowy, na który zaprosiła mnie ówczesna dyrektor artystyczna festiwalu Alicja Węgorzewska oraz zeszłoroczne widowisko przygotowane przez Operę Krakowską.

Debiutowała Pani rolą Królowej Nocy w „Czarodziejskim flecie” Mozarta – ma Pani sentyment do tej roli?

Edyta Piasecka2

Fot. Beata Fischer

– Tak, ogromny. Otrzymałam nawet propozycję zaśpiewania tej roli w nadchodzącym sezonie, ale po dłuższym namyśle z Panią Profesor – jednak zrezygnowałam. Nigdy nie byłam głosem stricte koloraturowym . Lubię taki typ Królowej Nocy, który prezentuje Edda Mosser.

Jeszcze kilka lat temu zatrudniona była Pani na etacie w Operze Krakowskiej, teraz nie jest Pani na stałe związana z żadnym teatrem.

– Teraz w największym stopniu jestem związana z Teatrem Wielkim w Warszawie, z czego bardzo się cieszę. Ale chcę się rozwijać i ciągle uczyć, a do tego potrzeba pracy z różnymi zespołami. Dlatego chętnie pracuję
z wieloma teatrami.

W nadchodzącym sezonie zobaczymy Panią w Operze Narodowej w dwóch premierach – „Goplanie” Żeleńskiego i „Turku we Włoszech” Rossiniego – która w tych ról jest dla Pani największym wyzwaniem?

Straszny dwór Edyta

„Straszny dwór”, Teatr Wielki – Opera Narodowa, fot. archiwum TWON

– Tak, w planach mam „Goplanę”, potem ruszają kolejne spektakle „Strasznego Dworu” Moniuszki, który miał swą premierę w zeszłym sezonie, następnie „Turek we Włoszech” i kolejne spektakle „Traviaty” Verdiego. Trudne te role porównywać, bo każda z nich jest zupełnie inna. Współpraca z Teatrem Wielkim w ogóle jest bardzo wymagająca. Cieszę się, że nad stroną muzyczną czuwa wspaniała maestra Izabela Kłosińska. Wydaje mi się, że spośród dwóch zaplanowanych premier ogromnym wyzwaniem jest „Goplana”. Jest to opera, która nigdy nie była wystawiana w TWON – bardzo trudna do zaśpiewania w zasadzie dla każdej postaci, których jest tam dużo. Muzyka Żeleńskiego jest dla mnie połączeniem Moniuszki i Wagnera i bardzo mi się podoba.

Jak długo trwa przygotowanie takiej premiery jak „Goplana”, kiedy zaczynają się próby?

– Próby do „Goplany” już trwają, a przygotowanie premierowej produkcji zajmuje około dwóch miesięcy. Pracujemy w pojedynczej obsadzie, co oznacza dla każdego z nas naprawdę ciężka pracę. Przy kompletowaniu obsady brane były pod uwagę bardzo ostre kryteria . Jest to bardzo piękna opera, która śmiało może konkurować ze „Strasznym Dworem”.

Jaka jest koncepcja reżyserska na te dwie premiery – będą to inscenizacje współczesne czy też bardziej tradycyjne?

– Jeżeli chodzi o „Goplanę” to póki co nawet dla mnie jest to jeszcze tajemnicą – ale spotkanie jest już zaplanowane więc wkrótce poznamy zamysł artystyczny. „Turka we Włoszech” natomiast miałam okazję zobaczyć w Opéra de Dijon (inscenizacja TWON stanowi koprodukcję m.in. z tym teatrem) i będzie to zdecydowanie współczesne podejście.

"Traviata", Teatr Wielki - Opera Narodowa,

„Traviata”, Teatr Wielki – Opera Narodowa, fot. archiwum TWON

A jakie są Pani preferencje – woli Pani nowoczesne produkcje czy te bardziej tradycyjne?

– Wcześniej wolałam te tradycyjne, ale po krakowskiej „Traviacie”, którą realizował Krzysztof Nazar, przekonałam się do współczesnych inscenizacji.

Jak to się stało, że trafiła Pani do obsady „Traviaty”, nie będąc zatrudniona na etacie w Krakowie?

– To było dla mnie niezwykle miłe: na wyraźnie życzenie reżysera, który wybrał sobie właśnie mnie do roli Violetty. Krakowska inscenizacja „Traviaty” to były trzy miesiące bardzo ciężkiej pracy, w którą włożyłam dużo serca
i zdrowia.

Nie nudzą się Pani role, które wielokrotnie Pani wykonuje?

– Są rzeczywiście takie role, które się nudzą. Ale są też takie, których nigdy nie ma się dość. Ja tak mam
z „Traviatą” – to moja ulubiona opera i rola Violetty zawsze ekscytuje mnie tak samo. Żałuję, że kiedy proponowano mi tę rolę we Wrocławiu i w Poznaniu, akurat wtedy nie mogłam wziąć udziału w tych produkcjach.

"Traviata", Teatr Wielki - Opera Narodowa, fot. archiwum TWON

„Traviata”, Teatr Wielki – Opera Narodowa, fot. archiwum TWON

Lubi Pani koncertować?

– Lubię, ale podjęłam się takiej ilości pracy w Warszawie, że muszę być do dyspozycji Teatru Wielkiego. Śpiewaków zakontraktowanych w Warszawie obowiązują klauzule umowne.

A propos dużej ilości pracy – jak dba Pani o głos, ma Pani swoje metody?

– Głosowi najbardziej służy odpoczynek, ale tego odpoczynku jest bardzo mało.

Ma Pani swojego lekarza, do którego może pani zadzwonić w kryzysowych sytuacjach?

Mam i to takiego, do którego dzwonię, mówię i śpiewam kilka dźwięków i on jest mi w stanie powiedzieć, czy jestem w stanie danego dnia zaśpiewać. Ten zawód jest naprawdę bardzo ciężki – wymaga bardzo dużo poświęcenia i prowadzenia w zasadzie życia pustelnika, jak uczą profesorzy, Ciało śpiewaka to pudło rezonansowe, na które wpływa wszystko – czy to pogoda, nastrój, czy klimatyzacja.

Jak często może występować śpiewak, żeby to było higieniczne dla głosu?

– Jestem absolutną fanką książki Renee Fleming – bardzo często do niej wracam zaznaczając coraz to nowe fragmenty i całkowicie się z nią zgadzam – jesteśmy tylko ludźmi, a nie maszynami. Powinniśmy mieć przedstawienia co 2-3 dni i nie chodzi tu tylko o zmęczenie fizyczne, ale o odpoczynek psychiczny. Dopiero po
2-3 dniach człowiek jest na tyle zregenerowany, że z powrotem może wejść z powrotem w emocje związane
z daną postacią.

Wchodzi Pani emocjonalnie w postać, odbija się to na Pani nastroju?

– Tak, myślę cały czas przed realizacja i po niej, co dana postać w danym momencie by zrobiła, co by sądziła na dany temat. Co ona czuje? To zawsze zostawia ślad.

Czy jest możliwość dyskutowania z reżyserami o roli?

– Tak i takich właśnie reżyserów lubię. Reżyser prowadzi śpiewaka, ale często też pozwala na realizację własnych pomysłów.

Ma Pani dobre doświadczenia z reżyserami?

– Tak, choć śpiewałam rolę, do której jeszcze wtedy nie dorosłam (początek mojej drogi wokalnej) – była to Nedda w „Pajacach” Leoncavalla. Wokalnie poradziłam sobie z tą rolą, ale nie rozumiałam psychologicznie tej postaci.

A partnerzy sceniczni – kogo Pani najbardziej ceni, z kim się Pani najlepiej współpracowało?

– Najbardziej lubię niskie głosy, uwielbiam barytony i basy. Mam szczęście do bardzo dobrych partnerów scenicznych w „Traviacie”. Debiutowałam w roli Violetty u boku Andrzeja Dobbera w roli ojca, który został ściągnięty specjalnie do tej roli przez Operę Krakowską i bardzo dobrze wspominam tę współpracę.
W nadchodzącym sezonie w „Traviacie” wystąpię z Marcinem Bronikowskim.

Tak, ale to też jest kwestia chemii, dogadywania się z partnerem…

– Tak, ale osoby odpowiedzialne za obsadę biorą to pod uwagę i dopasowują nas nie tylko wokalnie, ale też uwzględniając nasze charaktery.

Dużo Pani ćwiczy w domu?

– Tak.

A sąsiedzi się nie burzą?

– Nie, chociaż są różne sytuacje. Czasem komiczne – kiedyś na przykład uczestniczyłam w kursach mistrzowskich profesora Karczykowskiego, za ścianą mojego pokoju hotelowego mieszkał bardzo znany aktor, który nie wiedział, że jego sąsiadką będzie śpiewaczka. Zaczęłam się rozśpiewywać około godziny 10-tej. Nagle zadzwonił telefon, odebrałam i usłyszałam kilka całkiem niecenzuralnych słów (śmiech)

Dużo teraz czasu spędza Pani poza domem?

– Dużo, bardzo tęsknię. Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki za nadchodzące premiery.

Rozmawiała: Magdalena Grzybowska

O autorze

“I should have everything that is good, genuine and beautiful!” Wolfgang Amadeus Mozart