„Turandot”, czyli psychoanaliza na scenie Teatru Wielkiego-Opery Narodowej

0

Na scenę Teatru Wielkiego – Opery Narodowej po dłuższej nieobecności wróciła „Turandot” Pucciniego w reżyserii Mariusza Trelińskiego. Spektakl miał swoją premierę w 2011 roku i wzbudził wówczas nieco kontrowersji, głównie poprzez przedstawienie ministrów Ping, Pang i Pong jako transwestytów i inne dość efekciarskie chwyty, takie jak ukazanie na scenie monstrualnych rozmiarów nagiej lalki z oderwaną nogą.

„Turandot” Puccini, Teatr Wielki – Opera Narodowa, fot. Marta Ankiersztejn

W inscenizacji dyrektora artystycznego Opery Narodowej, uhonorowanego w poniedziałek nagrodą International Opera Awards w kategorii „reżyser roku”, Turandot jest ukazana jako kobieta owładnięta obsesyjną nienawiścią do mężczyzn z powodu dramatu, jaki spotkał jej prababkę – jak możemy się domyślić, prawdopodobnie brutalnie zgwałconą. Traumatyczne przeżycia możemy zobaczyć na scenie w niemal filmowej sekwencji, gdy małą dziewczynkę ktoś ciągnie za włosy do „sypialni” – czy jest to jeszcze krewna Turandot, czy też ona sama? Uprzedzenia wobec mężczyzn sprawiają, że Turandot staje się bezwzględną władczynią, rozkazującą ścinać głowy wszystkich pretendentów do jej ręki, którzy nie zdołają rozwiązać zadanych przez nią zagadek.

„Turandot” Puccini, Teatr Wielki – Opera Narodowa, fot. Marta Ankiersztejn

Gdy księżniczka zadaje swe piekielnie trudne zagadki zakochanemu w niej Kalafowi, widzimy jednak niezwykłą głębię emocjonalną relacji kobiety, która próbuje oprzeć się namiętności i pożądającego jej mężczyzny. Duża w tym zasługa zarówno reżysera, jak i talentu występującej w tytułowej roli Lilli Lee, która czarowała ze sceny złowrogim urokiem niedostępnej, orientalnej piękności, obdarzonej również mocnym i czystym sopranem o szlachetnej barwie. Pochodząca z Korei Południowej sopranistka przyćmiła nieco swym głosem i sceniczną osobowością Kalafa, w którego wcielał się włoski tenor Leonardo Caimi, aczkolwiek jego interpretacja słynnej arii „Nessun dorma” wywołała entuzjazm wśród zgromadzonej w niedzielny wieczór widowni.

„Turandot” Puccini, Teatr Wielki – Opera Narodowa, fot. Marta Ankiersztejn

Turandot oraz Liu w zamyśle reżysera przedstawione zostały jako rewers i awers tej samej osoby – okrutna Turandot może doświadczyć przemiany dzięki zakochanej w Kalafie służącej Liu, która oddaje za niego życie. Interpretacja postaci dobrej, oddanej Liu oraz scena śmierci były w wykonaniu Katarzyny Trylnik wręcz porywające. Wzruszające było przypomnienie przez realizatorów momentu, w którym śmierć przerwała Pucciniemu pracę nad utworem. Mariusz Treliński zdecydował się na wystawienie zakończenia w wersji Franco Alfano, który skomponował finał, w którym ogień miłości Kalafa topi serce wyniosłej księżniczki.

„Turandot” Puccini, Teatr Wielki – Opera Narodowa, fot. Marta Ankiersztejn

Doskonałą kreację wokalno-aktorską stworzył Rafał Siwek w roli ojca Kalafa – Timura i jest mi niezmiernie żal, że w Operze Narodowej nie ma obecnie w repertuarze dzieła, które pozwoliłoby w pełni pokazać warszawskiej publiczności talent tego utalentowanego i docenianego na najważniejszych europejskich scenach basa. Interesująco wypadł również Piotr Maciejowski jako stary cesarz Altoum.

„Turandot” Puccini, Teatr Wielki – Opera Narodowa, fot. Marta Ankiersztejn

Przedstawienie zdecydowanie warte jest obejrzenia, ale głównie ze względu na swe walory muzyczne i wokalne. Autorska interpretacja treści libretta nie do końca mnie tym razem przekonała, a ustawienie chóru za kulisami i na balkonach wręcz momentami przeszkadzało.

„Turandot” Puccini, Teatr Wielki – Opera Narodowa, fot. Marta Ankiersztejn

W spektaklu wykorzystano dobrze znany z innych inscenizacji Mariusza Trelińskiego mechanizm obrotowej sceny, dzięki któremu oglądamy ciąg atrakcyjnych wizualnie obrazów. Dużą rolę odgrywa tu również kolor i światło, odzwierciedlające emocje bohaterów. Orkiestra pod batutą Grzegorza Nowaka dobrze oddała baśniowy i orientalny charakter dzieła Pucciniego, aczkolwiek nie było to tak porywające wykonanie, jak podczas premierowych spektakli.

O autorze

“I should have everything that is good, genuine and beautiful!” Wolfgang Amadeus Mozart