Tajemnych uczuć niepojęta władza

0

W związku z obchodami stulecia odzyskania niepodległości przez Polskę w większości teatrów operowych przypominany jest dorobek polskich kompozytorów. Nie inaczej jest w Warszawie, gdzie po bardzo dobrze przyjętej premierze „Manru” Paderewskiego, sięgnięto po dobrze już znaną widzom inscenizację „Strasznego dworu” Moniuszki autorstwa Davida Pountney’a.

Spektakl ten ma wielu swoich przeciwników, jednak grany jest zawsze przy pełnej sali i ogromnym aplauzie publiczności, który osiąga swą kulminację po wykonaniu mazura tańczonego w biało-czerwonych strojach i z towarzyszeniem warkotu przelatującego samolotu zwiastującego grozę nadchodzącej drugiej wojny światowej. Choreografia efektowna, jednak nie można pozbyć się wrażenia oglądania swego rodzaju plastikowej rewii, której estetyka nie pasuje do wcześniejszych scen.

Reżyser przenosi akcję w czasy dwudziestolecia wojennego i dominującym motywem z jakim mamy do czynienia jest malarstwo. Przedstawienie rozpoczyna widok reprodukcji  „Cudu nad Wisłą” Jerzego Kossaka, a dwór w Kalinowie wypełniony jest malowniczymi „żywymi obrazami”, w których ustawiają się również soliści. Piękna w swojej prostocie scenografia tworzy tło do spektakularnych popisów wokalnych, którymi w niedzielę zachwycali śpiewacy.

Jako, że tę produkcję „Strasznego dworu” w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej oglądałam już w sumie po raz trzeci, swoją uwagę skupiłam na nowych dla mnie nazwiskach w obsadzie. Największe wyrazy uznania należą się Pawłowi Skałubie – jasny, dźwięczny głos i idealnie zaśpiewana aria z kurantem sprawiły, że stał się bohaterem niedzielnego wieczoru. Wspaniały był również Stanisław Kuflyuk kreujący partię Miecznika, który w arii „Kto z mych dziewek serce której” popisał się umiejętnością budowania frazy i czystą intonacją. Obdarzony pięknym i szlachetnym barytonem śpiewak bardzo wiarygodnie wcielił się w rolę poważnego, prawego szlachcica. Jako Skołuba na warszawskiej scenie zadebiutował Łukasz Konieczny, któremu młody wiek nie przeszkodził z lekkością i swobodą wykonać słynnej arii „Ten zegar stary” i stworzyć dodatkowo wyrazistą postać na scenie. Bardzo efektownie zaprezentowała się również Ewa Majcherczyk śpiewająca partię Hanny. Na początku nieco niepewna, w miarę rozwijania się akcji pokazała zarówno duży talent aktorski, jak i rozpiętość skali głosu, którym potrafi wyśpiewać cudowne koloratury.

„Straszny dwór” po tym jak dostępny był dla szerokiej publiczności na OperaVision, zostanie uwieczniony na DVD w obsadzie, która występowała na scenie w sobotę.

O autorze

“I should have everything that is good, genuine and beautiful!” Wolfgang Amadeus Mozart