Dyrygent musi kochać śpiewaków

0

W ostatni czwartek świat muzyki poważnej zelektryzowała wiadomość o nominacji Yannicka Nézet-Séguina na stanowisko dyrektora muzycznego The Metropolitan Opera. Dla uważnych obserwatorów sceny muzycznej nie było to jednak dużym zaskoczeniem, gdyż od dawna spekulowano o tym, iż ten młody dyrygent i pianista może zastąpić pozostającego od 40 lat na stanowisku Jamesa Levine’a, a pogłoski te przybrały na sile po ogłoszeniu w kwietniu tego roku przez Levine’a rezygnacji podyktowanej względami zdrowotnymi.

Yannick Nézet-Séguin ma 41 lat i pochodzi z Montrealu. Od 2012 roku jest dyrektorem muzycznym The Philadelphia Orchestra, gdzie jego kontrakt obowiązuje do sezonu 2025 – 2026. W ramach pełnionej w The Metropolitan Opera funkcji będzie odpowiedzialny za muzyczny poziom spektakli i koncertów, współpracę z orkiestrą, chórem i solistami, a także – co wzbudza najwięcej emocji – dobór repertuaru i obsady w kolejnych sezonach, dokonywany wspólnie z dyrektorem naczelnym, Peterem Gelbem.

Pierwszym sezonem, za którego przygotowanie w całości odpowiada Nézet-Séguin, będzie sezon artystyczny 2020 – 21, co w wynika z systemu pracy w The Metropolitan Opera, gdzie repertuar i obsada są szczegółowo planowane z cztero- bądź pięcioletnim wyprzedzeniem. W nowojorskiej Met Nézet-Séguin poprowadził już ponad 200 spektakli, w tym aż 10 transmitowanych na żywo. W minionym sezonie przygotował i poprowadził premierę „Otella” Verdiego, transmitowaną do kin na całym świecie. Z kolei w nadchodzącym sezonie efekty jego pracy będzie można zobaczyć wiosną 2017 roku w „Latającym Holendrze” Richarda Wagnera. W rozmowie z Anastasią Tsioulcas z NPR (National Public Radio), dyrygent powiedział: „możliwe, że jest to początek większego zaangażowania w niemiecki repertuar w trakcie kilku najbliższych sezonów”.

Nowy dyrektor muzyczny przy wcześniejszym przygotowywaniu spektakli w The Metropolitan Opera pracował między innymi z polskimi śpiewakami – z Mariuszem Kwietniem w „Carmen” Bizeta w 2010 roku i z Piotrem Beczałą w „Rusałce” Dvořaka w roku 2014. W 2010 roku w Salzburgu dyrygował również „Don Giovanniego” Mozarta z udziałem Aleksandry Kurzak.

Przy kilku produkcjach pod kierownictwem muzycznym Yannicka Nézet-Séguina miała okazję pracować znakomita polska mezzosopranistka, Agnieszka Zwierko. Pod jego batutą debiutowała w 2012 roku na scenie Royal Opera House w Londynie rolą Ježibaby w Rusałce A. Dvořaka, a później zaproszona została przez niego do pracy przy „Latającym Holendrze” Wagnera w Rotterdamie i „Elektrze” Straussa w Montrealu.

Pani Agnieszko, w jakich okolicznościach miała Pani okazję poznać Yannicka Nézet-Séguina?

– Yannicka poznałam w 2012 roku przy produkcji „Rusałki” Dvořaka w Royal Opera House Covent Garden. To był mój debiut w tym teatrze, jak również debiut Yannicka, który po raz pierwszy prowadził wtedy „Rusałkę”. Rolę Ježibaby śpiewam od 2005 roku, więc dla mnie była to już kolejna wersja tej fantastycznej opery. Zrozumieliśmy się natychmiast, jego wrażliwość i zrozumienie partytury wykraczały naprawdę poza przeciętność. W  trakcie przygotowania roli miałam pewne pomysły interpretacyjne, których mimo iż zapisane w partyturze, nigdy nie udało mi się wcześniej zrealizować. Szczerze mówiąc, nie są one proste dla mezzosopranu, jednakże dodają uroku i finezji pierwszej arii. Zwróciłam na nie uwagę Yannickowi już na początku prób muzycznych. Entuzjastycznie odniósł się do tego pomysłu (a jest to niesamowity widok, jak spodoba mu się jakaś idea!) i udało się wcielić go w życie. Nagrodą i komplementem za włożony wkład pracy był jego przepiękny uśmiech znad pulpitu dyrygenckiego podczas każdego przedstawienia.

Jakim jest dyrygentem, jak się z nim na co dzień współpracuje?

– Yannick oprócz tego, że jest znakomitym i nieprawdopodobnie wrażliwym muzykiem, jest również świetnym pianistą, a w jego pracy wyróżnia go to, że bardzo kocha śpiewaków, co podkreśla we wszystkich wywiadach. W trakcie naszej ostatniej wspólnej produkcji, jaką była „Elektra” Straussa w Montrealu, powiedział wprost – „żeby interpretować takie dzieła, dyrygent musi kochać śpiewaków”. To są nie tylko słowa, w trakcie pracy udowadnia to na każdym kroku, nie tylko dyskutując z nami interpretacje muzyczne ról i nie narzucając swoich racji, ale także podczas spektaklu, gdy śpiewa razem z nami, nie opuszczając równocześnie orkiestry i uśmiechając się do nas nieustannie. Widać, że cieszy się pięknym śpiewem i muzyką. Praca z Yannickiem to wspólne muzykowanie i jest to naprawdę odczuwalne. Żeby to zrozumieć, trzeba go zobaczyć w akcji w trakcie koncertu na żywo, ale myślę, że  jego nieprawdopodobną energię i szacunek dla muzyki i muzyków wyczuwa się również na nagraniach.

A prywatnie? Jaką jest osobą?

– Prywatnie jest bardzo radosną, ciepłą osobą, uwielbia dobrze zjeść i w wesołym towarzystwie w czasie wolnym od pracy napić się szampana. Ma dwa koty rasy mieszanej, które okupują wszystkie możliwe miejsca w domu w Montrealu i towarzyszą mu przy studiowaniu partytur. Nie ma prawa jazdy i nie chce go mieć. W wolnych chwilach uprawia sport, z rana przede wszystkim biega, żeby utrzymać dobrą fizyczną kondycję, wszak dyrygent musi się nieźle „namachać” :-).  Najbliżsi nazywają go „bodybuilder”.

Od momentu ogłoszenia tej nominacji na stanowisko dyrektora muzycznego, trwają spekulacje dotyczące kierunku w doborze repertuaru The Metropolitan Opera. Jakie według Pani są jego zainteresowania muzyczne, czego możemy się spodziewać w Met w przyszłych sezonach?

– Od jakiegoś czasu widzę, że w swoich wyborach muzycznych kieruje się w stronę muzyki XX wieku, czy też przełomu XIX i XX wieku. Z dzieł symfonicznych i koncertowych chętnie wybiera prowadzenie utworów Mahlera, Prokofiewa, Szostakowicza czy Bartoka. Kocha i chętnie dyryguje dziełami Richarda Wagnera i Richarda Straussa, lubi też bardzo Leoša Janáčka. Trudno mi powiedzieć, jaki to będzie miało realny wpływ na planowanie repertuaru w Met, ale skłaniam się ku refleksji, że dzieł tych kompozytorów może być więcej niż dotychczas.

Czy mają Państwo plany dotyczące dalszej współpracy?

– Od czasu, gdy się poznaliśmy w Londynie, Yannick osobiście zapraszał mnie do współpracy przy kolejnych produkcjach. Jest wielu śpiewaków, których dorobek zna i ceni, ale myślę, że również dla mnie znajdzie się miejsce w kolejnych przedstawieniach. Rozmawialiśmy o kilku ważnych rolach, w których chętnie by mnie obsadził, ale nie są to jeszcze skonkretyzowane produkcje. Będziemy mieli okazję spotkać się już za 3 tygodnie w Berlinie, gdzie poprowadzi orkiestrę Berliner Philharmoniker w drugim koncercie skrzypcowym Bartoka i „Babi Jar” Szostakowicza. Nie mogłam odmówić sobie przyjemności rezerwacji biletów na takie wydarzenie, tym bardziej, że obecnie występuję w Berlinie – w „Cendrillonie” Masseneta w Komische Oper.

To wspaniała okazja do spotkania. Komische Oper w Berlinie to scena, na której występowała Pani wielokrotnie. Czy w przyszłym sezonie również tam Panią zobaczymy?

– W najbliższym sezonie czeka mnie rola Amelfy w „Złotym Koguciku” Rimskiego-Korsakowa w Teatrze La Monnaie w Brukseli i Teatro Real w Madrycie w reżyserii Laurent’a Pelly’ego, Kiwrja w „ Jarmarku Soroczyńskim”  Musorgskiego w Komische Oper w Berlinie, wznowienie „Balu w Savoyu” (wyreżyserowane dla mnie przez Barrie Kosky’ego Tangolita) również  w Komische Oper, a chwilę po zakończeniu sezonu  rola Erdy w „Siegfried” Wagnera w Oviedo. Dostałam także propozycję współpracy pedagogicznej z Uniwersität der Kunste w Berlinie, z której się bardzo ucieszyłam.

Dziękuję za rozmowę i życzę sukcesów w kolejnych produkcjach.

Rozmawiała: Magdalena Grzybowska

[zdjęcie udostępnione dzięki uprzejmości pani Agnieszki Zwierko. Na zdjęciu: Pierre Tourville (Orchestre Metropolitan), Agnieszka Zwierko, Yannick Nézet-Séguin]

 

O autorze

“I should have everything that is good, genuine and beautiful!” Wolfgang Amadeus Mozart